zamknij

Sport i rekreacja

#TuFelieton - Z Maliną o Sporcie | VNL? A co to takiego?

2018-05-30, Autor: Michał Malinowski

VNL – cóż to za skrót? Pewnie jeszcze nie wszyscy zdążyli się do niego przyzwyczaić. Szybciej pewnie ktoś skojarzyłby zbitki liter WL i WGP. Tymczasem od tego roku te trzy pierwsze zastąpiły pięć kolejnych i siatkarze oraz siatkarki nie toczą już zmagań odpowiednio w Lidze Światowej (World League) i Grand Prix (pełna nazwa to World Grand Prix) lecz pod jednym szyldem w Lidze Narodów (Volleyball Nations League).

Dobry pomysł? Zły pomysł? I po co ta zmiana w ogóle? Aż się ciśnie na usta powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze... Bo to chyba jeden z głównych powodów (o ile nie jedyny) dokonywania zmian w siatkarskim świecie. Najpierw kombinowano, kiedy w 2015 roku Rosjanie mieli spaść do II dywizji Ligi Światowej. Teraz wielu uważa, że przy okazji wdrażania nowych rozgrywek „chroniono” Włochów. Choć trzeba też uczciwie przyznać, że o zmodyfikowaniu formuły rozgrywek reprezentacyjnych mówiło się już wcześniej.

Reklama

Zostawiając jednak nieco z boku aspekty finansowe i marketingowe (bo przecież wiadomo, że ważny turniej bez udziału np. Rosjan to duże straty w obydwu tych obszarach) to warto podkreślić dwie rzeczy, które na pewno wnosi ze sobą wprowadzenie Ligi Narodów. Bez wątpienia jest sprawiedliwiej, gdyż każda z szesnastu ekip rozgrywa po jednym meczu z każdym z rywali. Wcześniej (zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn) nie grało się ze wszystkimi, a co ciekawe z niektórymi zespołami grało się więcej niż raz. Zmiana zatem na plus. Choć z tą sprawiedliwością to nie jest do końca tak, jak być powinno...

U panów, co prawda, każdy z zespołów rozegra jeden turniej u siebie, ale są też cztery ekipy, które będą uprzywilejowane i rozegrają we własnych halach w sumie sześć spotkań (Bułgaria, Chiny, Francja, Polska). To jednak jeszcze nie aż tak złe rozwiązanie – w końcu mamy 20 turniejów przy 16 uczestnikach, więc gdzieś te 4 „nadwyżkowe” trzeba „upchnąć” ;-) U pań jednak nie jest już tak sprawiedliwie. Chinki bowiem poza własnym krajem spędzą zaledwie jeden z pięciu tygodni rozgrywek grupowych, zaś Belgijki i siatkarki z Dominikany nie będą w ogóle grały na własnym parkiecie. Polki, podobnie jak ich koledzy, zagrają dwukrotnie nad Wisłą – a właściwie to nad Brdą i Pełcznicą ;-)

Druga kwestia to niestety zwiększenie obciążeń dla zawodników. Zamiast trzech turniejów, w których każda z ekip rozgrywała po trzy mecze, mamy po pięć turniejów na ekipę (w tym samym wymiarze spotkań). Sześć dodatkowych meczów, rozgrywki dłuższe o dwa tygodnie, kolejne kilometry do przejechania – to chyba jednak nie do końca sensowne, bo siatkarze i siatkarki są już i tak wystarczająco obciążeni. Weźmy taką Skrę – mecz w Superpucharze Polski, 30 spotkań w sezonie zasadniczym, 4 w play-offach, 3 w Pucharze Polski, 8 w Lidze Mistrzów, 5 w Klubowych Mistrzostwach Świata. Łącznie 46 spotkań (chyba niczego nie pominąłem). A mogło być jeszcze ciut więcej, bo na przykład ZAKSA uzbierała bodaj jedno spotkanie więcej, a i tak żadna z tych drużyn nie grała we wszystkich rozgrywkach do końca, obie „opuściły” ćwierćfinały Plusligi, a półfinały i finał rozstrzygnęły się już pod dwóch, z trzech możliwych odsłon.

Zakładając, że Polacy zagrają w Final Four VNL mamy kolejne 19 meczów – choć Vital Heynen będzie rotował składem. W kontekście przebytych kilometrów też nie mamy wesoło: z Polski zawodnicy polecą do Japonii, stamtąd udadzą się do USA, aby zakończyć rywalizację w Australii – istna podróż dookoła świata!

Wracając do ilości meczów... Medaliści mistrzostw świata rozegrają we włosko-bułgarskim turnieju 12 spotkań. To daje łącznie dla ekipy, która znajdzie się w półfinale VNL oraz MŚ 31 spotkań. Do tego dochodzą sparingi, turnieje, memoriały. Bartosz Bednorz, Grzegorz Łomacz czy Srecko Lisinac mogą więc rozegrać grubo ponad 80 spotkań!

Ale zostawmy to, bo i tak wpływu na to nie mamy :-(

Istotny jest natomiast fakt, że nowe rozgrywki zagoszczą w Łodzi i to już w najbliższy weekend. Patrząc na obecny poziom sprzedanych wejściówek wydaje się, że jest szansa na komplet publiczności – największa w piątek. A jak już jesteśmy przy ostatnim roboczym dniu tygodnia to chętnie przyznałbym Oscara, Fryderyka, Nike, Nobla i jeszcze parę innych nagród osobie (albo całej grupie), która wymyśliła mecze Polaków o godzinie 16 w dzień roboczy!!! Przecież to zakrawa na jakąś kpinę!!! Pół biedy w Łodzi – będzie długi weekend, ale tydzień wcześniej w Katowicach?!?!?

Do Atlas Areny najmniej ludzi wybiera się oczywiście w sobotę, kiedy to podejmiemy Chińczyków, najwięcej zaś w piątek, kiedy zmierzymy się z Francuzami.

No i jeszcze jedno... Czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego na trzydniowy turniej nie ma karnetów?!? Wszyscy liczyli na większy zarobek?!? Znowu rządzi tylko kasa?!?

Mam wrażenie, że włodarze polskiej siatkówki nie zauważyli jeszcze, że największy bum na siatkówkę już chyba jednak za nami...

Niemniej jednak, jeśli ktoś jeszcze nie ma biletu to niech się w niego zaopatrzy (ceny przyzwoite – od 29 PLN) i stwórzmy atmosferę, jakiej w Lidze Narodów jeszcze nikt nie widział :-) W końcu łódzkie jest stolicą polskiej siatkówki. Niech więc i kibice w hali będą najlepsi w kraju, a to oczywiście oznacza, że będą najlepsi na świecie!

POLSKA, BIAŁO-CZERWONI, POLSKA...

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.