zamknij

Sport i rekreacja

#TuFelieton - z Maliną o Sporcie | Na koniec i tak wygrywają Niemcy?

2018-06-30, Autor: Michał Malinowski

Mundiale stają się ostatnimi czasy bardzo przewidywalne. Obecnie toczący się w Rosji jest piątym w tym stuleciu i ponownie potwierdziły się pewne prawidłowości. Po pierwsze to, że mistrz świata odpada w grupie.

Wyjątkiem była tylko Brazylia w 2006 roku. Co więcej, w trzech z czterech przypadków, kiedy to obrońcy tytułu kończyli swój udział w turnieju już po trzech spotkaniach, zajmowali oni ostatnie miejsce w grupie! Niemcy stali się kontynuatorami tej niechlubnej tradycji, a dodatkowo zmusili niejakiego Linekera do „odszczekania” znanego wszystkim doskonale powiedzenia, iż piłka nożna to taki sport, w którym 22 facetów biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy. No nie tym razem... Swoją drogą to chyba każdy teraz będzie bał się sięgnąć po triumf w turnieju, a przed losowaniem w Katarze wszyscy będą trzymać kciuki za to, aby los w grupie przydzielił im mistrza świata z 2018 roku.

Reklama

Podtrzymany też został niestety nasz polski obyczaj, bo to już niemal do takiej rangi urosło. O ile już jedziemy na mundial to nie tylko odpadamy po fazie grupowej, ale też powtarzamy tradycyjny schemat: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Doszliśmy nawet do takiej perfekcji, że nie tylko wiemy, jakie kolejno mecze rozegramy, ale możemy też w ciemno obstawiać ich wynik. Nie wiem, czy ironia jest najlepszym podsumowaniem naszych występów w Rosji, ale tak jakoś wyszło ;-)

Niestety też, z przykrością przyznać trzeba, że w meczu o honor nasi gracze mieli go raczej mało. Zwłaszcza w ostatnich minutach... Nawet żal komentować tę błazenadę, bo inaczej ciężko to chyba ująć. A co rzuciło mi się w oczy w meczu i po meczu z Japonią? Zachowanie i wypowiedzi Kamila Grosickiego, które stały się dopełnieniem tego, co mogliśmy zauważyć już w spotkaniu z Kolumbią. Wtedy nasz skrzydłowy niemal rozpłakał się na boisku w końcówce, kiedy piłka wyszła bodaj na aut, po niecelnym podaniu do niego (na pewno opuściła boisko). W czwartkowym starciu z piłkarzami z Dalekiego Wschodu też niemal płakał, kiedy japoński bramkarz, w sobie tylko wiadomy sposób, obronił jego strzał głową. A na koniec wypalił, że nie atakowali rywali w końcówce, bo mieli wynik... Że co mieli?!?!?

Niestety ten przykład (i znów nie czepiam się absolutnie samego Kamila) wydaje się wskazywać, że nasi jednak polegli na tym turnieju psychicznie, że nie wytrzymały głowy. Bo jak dorosły facet, zawodowy piłkarz, mający za sobą setki rozegranych meczów może płakać na boisku z powodu tego, że rywal obronił jego strzał? Przecież to jest poziom przedszkola! Mój syn tak czasem ma, kiedy mi za długo nie może bramki strzelić. Za kilka dni skończy 6 lat...

A już stwierdzenie, że z Japonią wynik mieli, niemal mnie rozczuliło. Może byłbym w stanie to przyswoić, gdyby było 5:0, ale nie w sytuacji, która miała miejsce. No i wyszło trochę tak, że nie dość, że jesteśmy jedną z najsłabszych ekip tego mundialu, to jeszcze wszyscy się z nas śmieją i wytykają palcami. Nieładnie Panowie, nieładnie... A Kuba stał przy linii i czekał...

I tylko wielkie brawa należą się Kamilowi Glikowi. Za upór, za walkę, za wielki wysiłek – to chyba jedyny prawdziwy wygrany tego turnieju w naszej ekipie. Choć jeszcze wspomnę jedną osobę, a jest nią Rafał Kurzawa. Pokazał, że czasem jedno, ale dopracowane do perfekcji zagranie, może być bronią pozwalającą ugodzić każdego przeciwnika.

A teraz wróćmy do poważnych tematów ;-) Z czterech wielkich niespodzianek, które mogły zaistnieć, a które opisywałem w poprzednim felietonie, miała miejsce ostatecznie jedna i to ta, której się zdecydowanie najmniej spodziewałem. Dla mnie Niemcy, po wyszarpaniu zwycięstwa ze Szwecją, byli murowanym faworytem w starciu z Koreańczykami, ale jednak polegli. No cóż – czasem Deutschland über alles, a czasem Deutschland hinter allen albo jak kto woli – nosił wilk razy kilka...

Trzeba też przyznać, że sporo szczęścia mieli zarówno Portugalczycy (dużo dziwnych decyzji sędziowskich + piłka meczowa dla Iranu) oraz Argentyńczycy (jeszcze w 85 minucie byli poza mundialem). I tylko Brazylia dosyć spokojnie dała radę i nawet doskoczyła do pierwszego miejsca. Patrząc na fazę grupową trzeba też w sumie stwierdzić, że pomimo kilku niespodziewanych wyników, sporych zaskoczeń, jeśli chodzi o grę prezentowaną przez drużyny właściwie z góry skazywane na pożarcie, finalnie w fazie pucharowej (za wyjątkiem naszych zachodnich sąsiadów oczywiście) zameldowali się sami faworyci.

Należy pamiętać, że od dzisiaj wszystkie drużyny mają takie same szanse. I wspomniane już Portugalia czy Argentyna, i Chorwacja, Belgia czy Urugwaj – które zgarnęły komplet punktów, i nawet Kolumbia. Ta ostatnia jako jedyna przegrała jednak swój pierwszy mecz w grupie i gdyby triumfowała poszłaby w ślady Hiszpanii, która jest jedynym mistrzem świata rozpoczynającym marsz po złoto od porażki...

Co ciekawe wystarczyło te kilka niespodzianek, żeby w drabince powstały duże dysproporcje. Anglia, Kolumbia, Szwajcaria, Szwecja – któraś z tych czterech ekip na pewno zagra w półfinale i dla każdej z nich będzie to duży sukces. Z tego kwartetu typuję Helwetów. Ładną byśmy mieli drabinkę, gdybyśmy wygrali grupę, nie? ;-)

Dania, Chorwacja, Rosja, Hiszpania – tutaj faworytów starć w 1/8 nietrudno wskazać, ale pamiętajmy, że to jednak piłka nożna. Duńczycy grali na tym turnieju chyba nie lepiej niż my, a mimo to dosyć spokojnie wyszli z grupy. Mimo wszystko stawiam na moich faworytów z Bałkanów, a przy okazji typuję, że najlepszy z tej ćwiartki zagra w finale.

Japonia, Belgia, Meksyk, Brazylia – jakoś tak czuję, że Meksyk może zrobić Brazylii powtórkę z meczu z Niemcami. Choć z drugiej strony piłkarze z Ameryki Północnej przyzwyczaili wszystkich do odpadania w pierwszym meczu fazy pucharowej. Ewentualne starcie Belgów z Brazylijczykami mogłoby być hitem turnieju. A półfinał chyba dla Belgii. Swoją drogą ekipa z Beneluksu mogła sobie „wybrać” nieco łatwiejszą ścieżkę. Wszystko mieli w swoich rękach, nawet klasyfikacja (nie)fair play była po ich stronie, ale jakoś nie skorzystali.

Argentyna, Francja, Portugalia, Urugwaj – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tu akurat będziemy obserwować najnudniejsze mecze w fazie pucharowej. Obym się mylił :-) Faworyt tej czwórki? Argentyna. Zdziwieni? Zerknijcie w wyniki poprzedniego mundialu. Tam też nie zachwycali. W grupie co prawda zgarnęli komplet punktów, ale przy sporej dozie szczęścia. A później 1:0 po dogrywce, 1:0 po bramce na początku spotkania, 0:0 i zwycięstwo w karnych. Dopiero w finale polegli, choć też po dogrywce. To tacy trochę Niemcy (w starym stylu) Ameryki Południowej...

Teraz zaczyna się ta specyficzna faza turnieju, kiedy każdy błąd może zdecydować o być albo nie być. Nie będzie możliwości poprawki. Jest tu i teraz. Albo jesteś lepszy albo lecisz do domu. Dla kibiców też wszystko się zmienia. Po piętnastu dniach z meczami dzień w dzień, przyszedł wczoraj pierwszy mundialowy okres postu. Teraz będzie ich coraz więcej, ale i emocje będą rosły. Szkoda tylko, że już bez naszych :-(

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.