zamknij

Sport i rekreacja

#TuFelieton - Z Maliną o Sporcie | Mundialowy dziennik

2018-07-10, Autor: Michał Malinowski

Piątek, 06.07.2018r.

No i zostało osiem ekip, które stoczą ze sobą bój o czempionat globu. I tu ciekawostka – wśród nich nie ma żadnej drużyny z grup B oraz H. Można by więc rzec, że nie wyszliśmy z jednej z najsłabszych grup.

To byłoby jednak duże uproszczenie, gdyż z jednej strony wspomniana obok naszej grupa „iberyjska” mogłaby przecież zostać uznana za jedną z najsilniejszych, najciekawszych i najbardziej wyrównanych (choć ostatecznie obyło się bez wielkich niespodzianek i awansowali z niej faworyci), z drugiej zaś stwierdzenie, że grupy A i G, których przedstawiciele w komplecie odmeldowali się w ćwierćfinałach, były najsilniejsze byłoby zdecydowanym nadużyciem.

Reklama

Najpierw rozliczę się z moich typów. Patrząc od góry... Poległa Argentyna, ale i tak zagrała być może swój najlepszy mecz na turnieju. No i z jednym się pomyliłem zdecydowanie... Choć może pojedynek Albicelestes z Francuzami nie był wybitnym widowiskiem piłkarskim, bo pełno w nim było przestojów i porywały raczej poszczególne akcje, to jednak ani ten mecz ani starcie Urugwaju z Portugalią na pewno nie były nudne. Zerkając w drugą z górnych ćwiartek mamy zestaw, którego raczej się spodziewałem i już obwieszczałem starcie Belgów z Brazylijczykami jako hit mundialu.

Idźmy dalej. Rosjanie są chyba największą niespodzianką jeśli chodzi o skład najlepszej ósemki mistrzostw. Na swoją „obronę” napiszę tylko, że jak doszło do dogrywki to powiedziałem, że jeśli Hiszpanie nie rozstrzygną meczu w ciągu 120 minut to przegrają w karnych. Chorwaci są tam, gdzie mieli być. Dolna ćwiartka zaskoczyła mnie jednak totalnie, bo raczej spodziewałem się w ćwierćfinałowym zestawie tych, którzy przegrali...

A teraz dwa słowa o samych meczach. Francja-Argentyna. Ten mecz pokazał dwie rzeczy. Po pierwsze jak istotni są dzisiaj w futbolu ludzie, którzy potrafią zrobić różnicę, a do takich bez wątpienia należy Mbappe. Druga zaś kwestia to to, o czym pisałem już kilkukrotnie. A mianowicie fakt, że jedna akcja, czasem przypadkowa może ustawić mecz. Albo (jak bardziej było w tym przypadku) zmienić jego bieg. Trójkolorowi prowadzą, Argentyna nic nie gra i nagle Di Maria pozostaje bez opieki, sytuację ma taką, że właściwie trudniej byłoby mu chyba uderzyć z wolnego (bo miałby mur) i jest remis. Wszystko zaczyna się od nowa. Zdążyło się rozpocząć granie w drugiej połowie i od razu mamy dosyć przypadkową bramkę, która dla odmiany stawia w uprzywilejowanej sytuacji Messiego i spółkę. Przychodzi jednak 57 minuta. Po ładnej akcji – bo to trzeba podopiecznym Deschampsa oddać – lewy obrońca zagrywa do prawego (dotąd raczej nie błyszczeli) i niespecjalnie znany szerszej publiczności Pavard strzela zapewne bramkę turnieju, a może i swojego życia. Tak sobie zażartowałem, że gdyby mu na treningu rzucić 10 takich piłek to pewnie ze 3 razy w ogóle by w nią nie trafił, ze 4 razy by mu się ześlizgnęła po bucie, 2 razy wysłałby ją w trybuny, a może raz uderzył w światło bramki, ale na pewno nie tak, jak tego dokonał w meczu. No i czwarty gol – palce lizać. Od jednej bramki do drugiej, bodaj 6 podań, wszystko na pełnej szybkości, na jeden, dwa kontakty. Może by tak naszym puścić ten fragment? ;-)

Mecz Urugwaj-Portugalia wyglądał w sumie tak, jak można było przypuszczać. A to co zrobili Cavani z Suarezem przy pierwszej bramce potwierdziło, że jest to chyba obecnie najmocniejszy reprezentacyjny duet napastników.

Rosjanie awansowali, ale między innymi dlatego, że Hiszpanie nie porywali w tym meczu. Gospodarze wykorzystali swoją szansę i grają dalej. Już zrobili wynik ponad stan. Pytanie, gdzie się zatrzymają? A Hiszpanie? Ciekawy jestem jak bardzo na ich postawę wpłynęło zawirowanie z trenerem. Ale to wiedzą chyba tylko sami piłkarze...

Chorwaci przeraźliwie męczyli się z Duńczykami. Ci pierwsi zagrali stosunkowo słabo jak na siebie, Ci drudzy zaś pokazali, że są być może jedną z najbardziej elastycznych taktycznie drużyn i swoją grą potrafią uprzykrzyć życie każdemu. W grze do przodu może nie ma szału, ale w szeroko pojętej destrukcji momentami mistrzostwo świata. A że Chorwatom tak słaby dzień i jednocześnie tak niewdzięczny rywal już się pewnie nie trafi (chyba, że Szwecja w półfinale?) to podtrzymuję swój typ: Chorwaci w finale!

Meksyk nie zrobił powtórki z grupy i nie ograł faworyta, choć swoje szanse w pierwszej połowie miał. Brazylia zagrała przewidywalnie i w gruncie rzeczy dosyć pewnie awansowała. A potomkowie Azteków zachowali doskonałą regularność – po raz siódmy z rzędu polegli w 1/8 finału. W sumie to sam nie wiem czy oceniać to pozytywnie czy negatywnie i co powiedzieliby na przykład nasi kibice na taką powtarzalność Biało-Czerwonych? :-D

Japonia pokazała, że grać w piłkę potrafi. Belgia miała swoje problemy, ale dała radę. Swoją drogą Hazard i spółka są w moim odczuciu jedyną drużyną na mundialu, która mogła się w ogóle pokusić o taki comeback w meczu. Inna sprawa, że Japończycy popełnili w końcówce meczu zbiorowe harakiri. Jedno trzeba przyznać: ten mecz naprawdę dobrze się oglądało, a kontra w ostatniej minucie powinna trafić do filmów szkoleniowych.

Zaskoczyli mnie Szwedzi, bo wreszcie trochę pograli w piłkę. Kiedy puści się skrót ze spotkania ze Szwajcarią to widać w nim głównie akcje Skandynawów. Spodziewałem się raczej odwrotnej sytuacji. A tak na marginesie, jak Thiago Cionek obejrzy sobie jedyną bramkę w tym meczu to może nie będzie mu tak smutno? ;-) Szwedzi nie powalają grą na tym turnieju, ale są do bólu skuteczni i imponować może ich organizacja gry. Patrząc na nich można zrozumieć, czemu w barażach polegli z nimi Włosi.

I 'last but not least', jak mawiają, nomen omen, Anglicy starcie Synów Albionu z Kolumbijczykami. Podopieczni Southgate'a najpierw spadli z nieba do piekła, kiedy to „natknęli się” (nie pierwsi zresztą w tym turnieju) na Minę (Yerry'ego), by później w serii jedenastek pokonać drogę dokładnie odwrotną, od obronionego strzału Hendersona do interwencji Pickforda przy karnym Bacci, zahaczając po drodze o czyściec, kiedy to Uribe nie zmieścił piłki pod poprzeczką. Anglicy na tym turnieju nie powalają na kolana, ale swoje krok po kroku robią.

No i co dalej?

Gdyby mógł zagrać Cavani postawiłbym śmiało na Urugwaj. Niejaki Griezmann podkreśla, że dowodzeni przez jego klubowego kolegę Urusi to taka reprezentacyjna wersja Atletico. Cóż chyba ma rację... Ponieważ jednak ma zabraknąć podstawowego napastnika to nieco wzrastają szanse Francuzów. Obstawiam jednak awans podopiecznych Tabareza, może po karnych...

Canarinhos czy Czerwone Diabły? Każdy wynik jest tu możliwy. Mam nadzieję, że mecz nie rozczaruje, bo naprawdę zapowiada się na hit całego mundialu. Wygra lepszy albo ten z większą dozą szczęścia, które i tak ponoć sprzyja lepszym. Stawiam na dużo bramek i Belgów.

Szwecja-Anglia to potencjalnie najbardziej nudny spektakl spośród wszystkich ćwierćfinałowych starć. Może jednak któraś ekipa zaskoczy nas pozytywnie. Półfinał będzie wielkim sukcesem dla obydwu reprezentacji, więc naprawdę jest o co grać. Większy potencjał mają chyba jednak Anglicy i na nich stawiam, ale nie zdziwi mnie wcale awans Szwedów. Tak samo zresztą jak, drugie dopiero w tym turnieju, 0:0.

Szczęście Rosjan musi się kiedyś skończyć (zaczęło się już przy losowaniu), a że trafiają na drużynę piłkarsko bardzo dobrą, a do tego bardziej pragmatyczną niż Hiszpanie to ich przygoda z mundialem raczej w Soczi się zakończy. Piłkarze Czerczesowa nie są chyba jednak w stanie zagrać tak dobrze taktycznie jak Duńczycy i wytrącić Chorwatom ich argumenty.

Mam nadzieję, że będziemy oglądać dobre mecze, w których przy okazji nie zabraknie emocji.

Niech wygrają lepsi. A najlepiej niech wygra futbol! :-)

Poniedziałek, 09.07.2018r.

I nagle w piątek z mistrzostw świata zrobiły nam się mistrzostwa Europy. Za nami już 60 spotkań, ale najważniejsze rozstrzygnięcia dopiero przed nami. Turniej w ogólnej ocenie trudno uznać za wybitny piłkarsko, ale przyznać trzeba, że niemal wszystko rekompensują kibicom niespodzianki i duże emocje.

Zestaw najlepszych czterech drużyn globu na pewno zaskakuje. Może nie tyle obecność w półfinałach każdej z reprezentacji, ale właśnie taki a nie inny komplet. Wystarczy zauważyć, że dla dwóch drużyn sam występ w finale będzie osiągnięciem bez precedensu. Do tej pory Chorwaci i Belgowie raptem raz meldowali się w najlepszej czwórce mistrzostw, a Ci pierwsi okrasili nawet występ na ostatnim mundialu w XX wieku brązowym medalem. Anglicy w finale wystąpili raz, Francuzi dwukrotnie. Obydwie ekipy mają po jednym tytule mistrzowkim. Co ciekawe i Synowie Albionu i Trójkolorowi triumfowali na własnej ziemi. Łącznie półfinaliści rosyjskiego czempionatu zdobyli dotąd sześć medali, a teraz bez względu nam rozstrzygnięcia powiększą go o kolejne trzy. Myślę, że to dobitnie pokazuje skalę niespodzianek.

Niespodzianek, ale nie sensacji. Belgowie od lat typowani byli na czarnego konia kolejnych turniejów. Chorwaci mają wiele gwiazd w swoim składzie. Anglicy niemal zawsze (choć w ostatnich czasach chyba jednak na wyrost) typowani byli do głównych ról. A Francuzi to jednak klasa sama w sobie.

Jeszcze krótko o samych starciach ćwierćfinałowych. Francuzi dali radę Urugwajowi, choć gdyby mógł zagrać Cavani i Muslera nie był w nieco wakacyjnej formie to kto wie, jak skończyłby się mecz. Drużyna z Ameryki Południowej zagrała dokładnie tak jak nas do tego przyzwyczaiła. Bodaj około 75 minuty meczu pojawiła się statystyka obrobionych strzałów. Urugwaj miał 0, a Lloris czterokrotnie zatrzymywał rywali. Trójkolorowi byli więc przede wszystkim po prostu skuteczni.

Starcie Belgów z Brazylijczykami na pewno nie zawiodło. To był kawał dobrej piłki. Spotkanie rozstrzygnęli na swoją korzyść Europejczycy, bo byli (podobnie jak ich sąsiedzi) po prostu skuteczniejsi, a do tego wreszcie Courtois pokazał, że Belgia nie tylko ofensywą stoi. Canarinhos zagrali wreszcie wreszcie na miarę swoich wielkich możliwości, ale w tym dniu to nie wystarczyło. Ciekawostką jest fakt, że Czerwone Diabły mają jeszcze dwie szanse na powiększenie dorobku bramkowego, a tymczasem jeden z tamtejszych marketów z elektroniką przed mundialem rozpoczął promocję - jeśli ich reprezentanci strzelą w Rosji co najmniej piętnaście bramek to będą oddawać pieniądze za zakupy (bodajże telewizorów). Oj, chyba muszą już szykować kasę :-D

Anglicy dali radę Szwedom, a ich kapitan po raz pierwszy nie był jednym ze strzelców bramek dla swojej drużyny. Widać więc, że nie samym Kanem Wyspiarze stoją. Bałem się, że może to być zupełnie bezbarwne spotkanie, ale tak nie było.

Rosjanie po raz kolejny "poszaleli". Myślę, że nikt poza miejscowymi kibicami nie spodziewał się tak długiej walki z Chorwatami. Piłkarze z Bałkanów przeważali, ale po raz kolejny awans musieli wywalczyć w serii jedenastek. I znów wielkiego farta miał Modrić, swoje zrobił Subasić, a decydujące trafienie zaliczył Rakitić. Zawodnicy Czerczesowa pokazali na pewno jedno - jak wykorzystać atut własnego boiska i fakt losowania z pierwszego koszyka...

Finał? Zdecydowanie Belgia-Chorwacja. Zresztą właściwie już po fazie grupowej o takim marzyłem. Półfinały zapowiadają się ciekawie i mam nadzieję, że poza emocjami dostarczą doznań czysto piłkarskich. Mistrzem świata Chorwacja, druga Belgia, trzecia chyba jednak Francja... Trafię? ;-)

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.