zamknij

Sport i rekreacja

#TuFelieton - z Maliną o Sporcie | Łódzki szał na portugalskich plażach

2018-06-07, Autor: Michał Malinowski

Właśnie rozpoczynała się 34 minuta ćwierćfinałowego starcia Lady Grembach EE Łódź z Portsmouth Ladies BSC. Piłkę z obrony do przodu zagrała Kasia Borowiec. W środku boiska przejęła ją Saki Kushiyama i po chwili odegrała na prawo do Brazylijki Adri. Ta oddała piłkę swojej koleżance, a Japonka umieściła ją w siatce...

Tak, wiem – nie tak było. A konkretnie rzecz ujmując zgadza się wszystko do momentu kiedy Adri podaje do Saki, bo w rzeczywistości grająca z numerem 5 na plecach zawodniczka z Kraju Kawy, będąc sam na sam uderzyła na bramkę i wyrównała stan rywalizacji na 3:3. Po co więc ta alternatywna wersja? :-) W przesądy nie wierzę, ale zauważyłem pewną prawidłowość, o której pisałem już w relacji z Euro Winners Cup. W trzech z czterech rozegranych przed starciem z angielskim zespołem spotkań Saki Kushiyama zapisywała się w protokole meczowym. Ilekroć to czyniła łodzianki wygrywały. Jedyna porażka przytrafiła się w starciu, w którym Japonka nie trafiła do siatki rywalek. Oczywiście nie twierdzę, że gdyby Saki zdobyła bramkę przeciwko Portsmouth to dziewczyny z Grembacha na pewno by awansowały, ale chciałem się trochę „pobawić”... Swoją drogą owa „Saki-zależność” została zachowana do końca. Japonka bowiem nie zagrała w ostatnich dwóch spotkaniach turnieju, zaś w pierwszych pięciu meczach „reguła” działała ;-)

Reklama

A teraz już zupełnie poważnie. Byłem w szoku, kiedy obejrzałem pierwszy mecz naszych pań. Miałem w pamięci kilka występów z ubiegłorocznego EWC w wykonaniu drużyny z Poznania, a także finałowe starcie mistrzostw Polski pomiędzy łodziankami a właśnie ekipą z Wielkopolski. Była walka, były umiejętności czysto piłkarskie, ale długimi fragmentami wyglądało to trochę tak, jakby „trawiaste” piłkarki ktoś przypadkiem, przez pomyłkę wypuścił na piasek i kazał im tam grać. I nie jest to żaden zarzut w kierunku zawodniczek beach soccera. Bynajmniej! Kto nie grał na plaży niech kiedyś spróbuje przebiec boisko w tę i z powrotem, podrzucić sobie piłkę, podać po piachu – wtedy pogadamy ;-)

Większość kobiet grających w plażową odmianę piłki nożnej w Polsce wywodzi się z trawy albo z hali. Właściwie to powinienem napisać, że wszystkie. Pewnych rzeczy, zachowań, nawyków trzeba się było zatem nauczyć. Wracając jednak do tegorocznego turnieju w Nazare... Powtórzę – byłem w szoku, bo obejrzałem kawał dobrego beach soccera. Gra w powietrzu, przewrotki – czyli wszystko to, co jest esencją tej dyscypliny sportu. Nawet próby wyprowadzenia piłki nogą przez bramkarki. I choć w pierwszym meczu zdarzały się jeszcze drobne niedociągnięcia, m.in. problemy z wyczuciem momentu na zmiany czy techniczny błąd naszej golkiper dotyczący sposobu odliczania czasu na wznowienie gry od bramki – co oczywiście można też zrzucić na karb stresu czy braku doświadczenia, to jednak później było już wszystko super. A przede wszystkim były wyniki. Pięć zwycięstw (z czego jedno po dogrywce), porażka w grupie z trzecią ekipą ubiegłorocznego turnieju (która w gruncie rzeczy była bez znaczenia dla dalszej rywalizacji) i remis zakończony przegraną serią rzutów karnych przeciwko drugiemu zespołowi ubiegło- i tegorocznych rozgrywek. Mało? Jasne, że spoglądając w kierunku rozstrzygnięcia ćwierćfinałowego meczu można żałować. Można się zastanawiać, co by było, gdyby np. Mirka Vypasniak strzeliła w pierwszej serii... Ale przecież ktoś wygrać musiał. Tym razem były to zawodniczki z Anglii.

Na pewno trzeba pamiętać, że kolosalną robotę wykonały dwie nowe zawodniczki w rodzinie Grembacha, czyli wspomniane już Saki i Adri. One robiły tzw. różnicę. Mam nadzieję jednak, że wspólne granie i trenowanie z nimi oznacza dla pozostałej części ekipy wzrost własnych umiejętności. Ba, jestem o tym przekonany!

Gratulacje dla całej ekipy za to, że w ogóle udało się zebrać środki i polecieć do Portugalii. Dla włodarzy szacunek za „dobre oko” i wyłowienie, tak dobrych piłkarek, jak wspomniane wyżej straniere. A sportowo za niewątpliwy sukces, za wspaniała grę i walkę do końca w każdym meczu. Pamiętajcie – kolejny turniej za rok!

O ile sukces Lady Grembach EE bardzo cieszy to osiągnięcie piłkarzy KP Łódź wręcz zwala z nóg! Jak dotąd najlepszym wynikiem osiągniętym przez męskie drużyny w EWC była szósta lokata Grembacha w pierwszej edycji zmagań. Co więcej, do niedzieli, za wyjątkiem właśnie tego pierwszego turnieju w 2013 roku, na podium stawali przedstawiciele wyłącznie czterech państw: Rosji, Ukrainy, Włoch i Portugalii. Teraz w zestawieniach historycznych, obok wspomnianych wyżej krajów i Turcji (to ten wyjątek), pojawiła się także Polska. Jestem bardzo ciekawy z jakim nastawieniem jechali „Pomarańczowi” na turniej. Zmiana systemu rozgrywek ograniczyła może nieco ilość gigantów beach soccera (zwłaszcza tych z Rosji), ale i tak trzeba było wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, aby pokonywać kolejnych rywali. Co ciekawe chyba stosunkowo najgorzej wyglądało pierwsze spotkanie przeciwko ekipie z Łotwy... Później już zawodnicy KP Łódź weszli na odpowiedni poziom. Warto wspomnieć w tym miejscu, że półfinałowe starcie z BSC Kristall mogło mieć nieco inny przebieg, gdyby nie kontrowersyjna decyzja sędziego przy prowadzeniu naszych zawodników 1:0. A że sędziowie nie byli najlepiej dysponowani w tym dniu pokazała sytuacja z trzeciej tercji, kiedy jeden z nich pogubił się niczym dziecko we mgle (poczytać o tym można tutaj https://www.tulodz.com/wiadomosci,beach-soccer-portugalskie-plaze-szczesliwe-dla-lodzkich-zespolow,wia5-3270-8620.html). Tak jak w przypadku pań nie ma chyba jednak co gdybać...

Warto nadmienić za to, że w ekipach rosyjskich, z którymi przyszło się mierzyć łodzianom w najlepszej czwórce, aż roi się od gwiazd. O ich sile stanowią reprezentanci Rosji i Brazylii, a biorąc pod uwagę tylko cztery ostatnie turnieje o mistrzostwo świata, każda z tych ekip stawała w tym czasie trzykrotnie na podium. Co ciekawe drogę na ostatni mundial Rosjanom zamknęli Polacy...
Chapeau bas panowie z KP Łódź! To co, w przyszłym roku finał?

Zresztą jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby kobiecą i męską edycję wygrały drużyny z tego samego kraju. Może więc trzeba otworzyć nową kartę w historii europejskiego beach soccera?!

I jeszcze jedna ciekawostka. Niech każdy zamknie oczy i wyobrazi sobie, że Widzew albo ŁKS toczą bój w półfinale Ligi Mistrzów, a piłkarki SMS odpadają w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń. Całe miasto by tym żyło. Ba! Pewnie cała piłkarska Polska. Tymczasem o sukcesie „plażowiczów” raczej cicho. Nie, że zupełnie cicho, ale na lotnisku nikt ich raczej witał... Nawet jak spojrzymy na ilość kliknięć na naszym portalu to widać, że ludzie bardziej fascynują się wieściami na temat, było nie było, przeciętnych (przynajmniej w tym momencie) naszych drużyn piłkarskich niż wielkimi sukcesami beach soccera. I to się chyba jednak nie zmieni... A trochę jednak szkoda :-(

Oceń publikację: + 1 + 6 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Mobilna Łódź, czyli Busorożec w akcji. Taka forma promocji miasta jest:






Oddanych głosów: 142