zamknij

Sport i rekreacja

#TuFelieton - Z Maliną o Sporcie | Afrykańskie lwy zjadły reprezentację Polski

2018-06-20, Autor: Michał Malinowski

Jak żyć Panie Trenerze?! Jak żyć??? - napisałem na fejsbuku po zakończeniu meczu Polska-Senegal. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że najbardziej pogubił się niestety właśnie nasz selekcjoner. Nie będę na nikim wieszał psów. Mundial wciąż trwa. Choć oczywiście gra nie napawa zbytnim optymizmem. Co ciekawe nawet w przypadku porażki z Kolumbią nie stracimy szans na awans, o ile Senegal pokona wcześniej Japonię ;-)

Zanim zacznę jakąkolwiek analizę napiszę rzecz, o której dosyć często mówię. Jak dla mnie, od jakiegoś czasu losy poszczególnych meczów piłkarskich zależą w dużej mierze od tego, kto pierwszy zdobywa bramkę. Owszem jest na świecie kilka ekip, dla których strata bramki nie jest problemem. Może dla Hiszpanii, ale raczej tej sprzed kilku lat. Może dla Niemców, choć pewnie w nieco lepszej dyspozycji niż ta mundialowa. Może dla Brazylii... Znajdzie się też pewnie kilka drużyn klubowych. Inni kiedy tracą bramkę mają zwyczajnie problem.

Reklama

Wrócę na chwilę do nieszczęsnego Euro 2012. Gdyby w pierwszych dwudziestu kilku minutach decydującego spotkania z Czechami Polacy strzelili bramkę, a były ku temu okazje, to pewnie zupełnie inaczej ocenialibyśmy występ naszych reprezentantów w tym turnieju. Mało? To dołożę ostatnie eliminacje... Wygraliśmy grupę? A i owszem. Ale czy poziom gry naprawdę zachwycał? Jeden mecz w Bukareszcie. Drugi w Warszawie – też z Rumunami. Trzeci w stolicy Armenii. Na siłę dołóżmy jeszcze Kazachstan u siebie... Te spotkania były bardzo dobre albo solidne. A reszta? Remis w Astanie, ciężka przeprawa z Danią na Narodowym, cud w Warszawie z Armenią, wyszarpane zwycięstwo w Podgoricy, masakra w Kopenhadze, dziwna niemoc z Czarnogórą u siebie.

Równie dobrze tego awansu mogło nie być... Często oceniamy grę przez pryzmat wyniku. A czy gdyby wczoraj skończyło się 2:2, po golu w doliczonym czasie to nasza gra byłaby wyglądała inaczej?! No nie..

A propos, wczorajszy mecz z Senegalem jako żywo przypominał starcie w stolicy Danii. Tyle, że tam chociaż rywale coś zagrali, a w Moskwie nie graliśmy ani my, ani przeciwnicy – a to, że nam się udało wręcz wyręczyć Afrykańczyków w zdobywaniu goli to już osobna kwestia. Podopieczni Cisse nie zaprezentowali chyba nic z tego, czego mieliśmy się obawiać. Ani szybkość, ani siła fizyczna oponentów nie rzucała się wcale aż tak bardzo w oczy. No może czasem ta druga, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to jednak była nasza „słabość fizyczna” nie zaś ich siła. I tyle o rywalach, bo jak „mówi” jeden z memów: Nawałka obiecał, że powstrzymamy Mane i słowa dotrzymał...

Co więc nie zagrało? Nawałka wrócił do klasycznego ustawienia 1-4-4-2. Tylko, że akurat w takim zestawieniu personalno-taktycznym – i mam tu na myśli jednoczesną obecność na boisku Milika i Zielińskiego w takich sektorach boiska, jak to miało miejsce wczoraj – zagraliśmy w meczach o punkty dokładnie dwa razy (pierwsze dwa mecze eliminacji: w Kazachstanie i z Danią do momentu kontuzji tego pierwszego). W dużym stopniu było to więc novum. Czy to był błąd? Ani nie powiem, że tak, ani nie powiem, że nie, bo inna kwestia mnie w tym wszystkim bardziej irytowała. Skoro wariant osobowy był ofensywny to spodziewałem się raczej tego, że zdominujemy rywali, a przynajmniej podejmiemy taką próbę. Tymczasem na boisku nie było tego absolutnie widać. Graliśmy w trójkącie Cionek-Pazdan-Krychowiak, który czasem rozrastał się do czworokąta, a brakującym ogniwem stawał się wówczas Szczęsny... Jeśli taki był plan na ten mecz to równie dobrze mogliśmy zagrać w „otrzaskanym” 1-4-5-1 i przynajmniej mielibyśmy szansę zdominować środek pola. Ciężko naprawdę dostrzec mi ideę desygnowania do wyjściowego składu Milika, jeśli piłką i tak grają obrońcy. Zresztą sam napastnik Napoli grał chyba mocno inaczej w porównaniu z tym, do czego nas przyzwyczaił w eliminacjach francuskiego Euro – i mam tu na myśli jego pozycję na boisku a nie formę.

Sprawa druga, której absolutnie nie rozumiem. Dlaczego zagrał Cionek, a nie Bednarek?! I nie chodzi mi o samobója Thiago (piłka mogła równie dobrze odbić się od kogoś innego), tak samo jak argumentem przeciwko Jankowi nie jest stracona druga bramka (to w ogóle osobny temat). Trener szukał następcy Glika. W dwóch meczach kontrolnych postawił na gracza Southampton. Mniemam, że to w nim widział partnera dla Michała Pazdana. I co takiego nagle się stało, że to nie on wyszedł w pierwszym składzie? I nie twierdzę, że z Bednarkiem zagralibyśmy lepiej. Chodzi mi bardziej o logikę wyborów Nawałki... Skoro miał grać Cionek to on powinien dostać maksymalnie dużo czasu w ostatnich sprawdzianach przed wyjazdem do Rosji.

Wreszcie trzecia kwestia dotycząca gry naszych i ustawienia. O ile jeszcze w pierwszej połowie duża część piłek była wyprowadzana przez Krychowiaka to po przejściu po przerwie na ustawienie 1-3-5-2 (tudzież może nieco inne, bo Grosicki się przeniósł na prawą stronę, więc może to bardziej 1-3-4-3 miało być) i zupełnym cofnięciu się Senegalczyków na własną połowę (zwłaszcza po bramce na 2:0) odpowiedzialnymi za rozegranie w naszym zespole stali się Pazdan i Cionek, przy czym zdecydowana większość akcji szła przez legionistę. A jakby tak jednak dać pograć piłką Bednarkowi, który wyprowadza ją najlepiej spośród naszych środkowych obrońców i jednocześnie w klubie grał prawego obrońcę w trzyosobowym bloku?

Nie twierdzę, że jestem wielkim znawcą piłki i zagwostek taktycznych, ale te trzy rzeczy naprawdę nie trzymają mi się kupy (przepraszam za kolokwializm)...

Co jeszcze rzucało się w oczy? Brak Lewego w pierwszej połowie. Piłki w ogóle do niego nie docierały. Nie pamiętam spotkania, w którym nasz kapitan miałby tak mało kontaktów z piłką przez 45 minut. A poza tym nasi niestety wyglądali mało świeżo i jakby trochę w końcówce nie mieli już jednak sił. Martwi naprawdę jedna rzecz – nie ma nikogo, kto zasłużyłby na jakiś komplement po tym spotkaniu. Nawet Lewandowski jakby mniej szukał gry niż zazwyczaj. Piszczek był jakiś ociężało-ospały. Grosicki chyba zapomniał turbo z szatni. I nawet Szczęsny nie pomógł jakimś błyskiem geniuszu. Jakoś do Pazdana chyba najtrudniej się przyczepić... Martwi też niestety jedna kwestia – chyba jednak nieco nie wytrzymały naszym głowy. Mentalnie nie było najlepiej. Dużo widać było prostych błędów, strat, takich „elektrycznych” zachowań.

Najlepszym obrazem naszej wielopłaszczyznowej niemocy była akcja z 28 minuty. Polacy wyszli spod pressingu, piłkę dostał Milik i podawał ją do Lewandowskiego tak, że dokładniej zagrałoby chyba dziecko. A po chwili, gdy Senegalczycy oddali mu piłkę najpierw zwolnił akcję, a później podał do... No właśnie, to chyba tylko on wie, do kogo kierował piłkę...

My mamy swoje problemy, a jak wygląda sytuacja w innych grupach? Potknęły się Argentyna i Brazylia. Niemcy zaliczyli totalną wpadkę. Szczęśliwie wygrały swoje mecze Francja i Anglia. Niezły poziom zaprezentowały ekipy z Półwyspu Iberyjskiego. Najbardziej podobało mi się chyba Peru, które uległo naszym grupowym rywalom z eliminacji – Duńczykom. Swoją drogą to Ci ostatni zagrali chyba wcale nie lepiej od nas, ale jednak zgarnęli 3 punkty. Wszyscy zachwycają się Meksykiem, ale pamiętajmy, że oni grali z kontry. Zobaczymy co pokażą, kiedy przyjdzie im prowadzić grę. A na deser jeszcze jedno potwierdzenie teorii, o której pisałem na początku. Trzecia minuta meczu Kolumbia-Japonia. Rzut karny, czerwona kartka i w dużym stopniu jest „pozamiatane”. Czasem jedna sytuacja może zdecydować o wszystkim... Może gdyby nie feralna sytuacja kontuzjo-sędzio-zmianowa w 60 minucie naszego spotkania udałoby się osiągnąć korzystny rezultat? Ale cóż, za gapowe się płaci, a na boisku ostatecznie przecież byli nasi zawodnicy i to oni wszystko sprokurowali.

Na koniec trochę uśmiechu przez łzy. Po raz pierwszy od 44 lat strzeliliśmy bramkę w naszym inauguracyjnym meczu na mistrzostwach świata ;-) Chociaż jeden pozytyw...

I choć to podsumowanie pierwszej kolejki to nie wypada nie napisać, że pierwszą ekipą, która awansowała do fazy pucharowej (choć matematycznie możliwy jest jeszcze brak jej awansu) jest drużyna gospodarzy. A wszyscy spisywali Sborną na straty zanim jeszcze mundial się zaczął...

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Historyczny neon ŁÓDŹ FABRYCZNA powinien być:






Oddanych głosów: 611