zamknij

Kultura i rozrywka

„Teatr to nie miejsce, to ludzie”. Owacje na stojąco dla „Szalonych nożyczek”

2018-07-30, Autor: Marzena Tkaczyńska

„Szalone nożyczki” to jeden z najchętniej oglądanych łódzkich spektakli (ponad 1100 przedstawień), za każdym razem zapełniający widownię Teatru Powszechnego. Salon fryzjerski prowadzony przez ekscentrycznego mistrza grzebienia odwiedziło już ponad 240.000 osób. Humor sytuacyjny, doskonałe dialogi oraz zagadka kryminalna, w której rozwiązanie włączona zostaje publiczność, nieustająco śmieszą widzów do łez. Z okazji 595. Urodzin Łodzi, „Nożyczki” zawitały na rynek Manufaktury aż dwukrotnie. 

W związku z decyzją pokazania „Szalonych nożyczek” na rynku Manufaktury jako prezentu Teatru Powszechnego dla łodzian w dniu urodzin miasta, postanowiłam porównać organizację oraz odbiór tej sztuki w dwóch miejscach: na Dużej Scenie Teatru Powszechnego oraz w plenerze. Czy w ogóle można przenieść tę interaktywną komedię w jakiekolwiek inne miejsce? Czy taki ryzykowny zabieg może zakończyć się sukcesem? Czy istnieją takie same mechanizmy i reakcje ludzi „pod gołym niebem”? Podobno żadna plenerowa scena nie może się równać z magią tej teatralnej…

Reklama

 „Szalone nożyczki” w Teatrze Powszechnym to klasyka. Na scenie od 20 lat oglądać można profesjonalnie wyposażony salon fryzjerski. Widz zostaje zaskoczony dopracowanymi szczegółami scenografii oraz kunsztem aktorów, grających w przedstawieniu, którzy fryzjerskie zabiegi wykonują na oczach widza i robią to w pełni profesjonalnie. Zaskakują również zdolność do improwizacji i nawiązywania żywej relacji z publicznością. Nie wszystkie dialogi są wyuczone, zaś te improwizowane nie wydają się sztuczne. Dodatkowo cennym atutem sztuki jest jej nieustająca aktualizacja i wprowadzanie nowych anegdot, związanych aktualnymi wydarzeniami w Polsce.

Publiczność „umiera ze śmiechu” od pierwszej sceny spektaklu. W niewytłumaczalny, wydaje się sposób, i za sprawą nieznanego zaklęcia, zaczyna śmiało i żywo reagować na bohaterów.

– Proszę do mnie podejść… i zapytać o co chcecie… być może pomoże nam to w śledztwie. Przypuszczam, że macie państwo własne poszlaki, które pomogą rozwikłaniu sprawy. (…) Świadkowie będą mogli bezpośrednio zadawać pytania podejrzanym – słyszymy z ust policjanta.

I tak prośba policjanta, prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa, o pomoc w śledztwie, zostaje przyjęta zupełnie naturalnie. Widzowie zdają się żądać jeszcze więcej zaufania i zaangażowania w grę toczącą się na scenie, więc zostaje dla nich stworzona szansa na kreowanie rzeczywistości. Aktorzy „schodzą ze sceny do zwykłych ludzi” dosłownie i w przenośni. W czasie przerwy, policjant prowadzący śledztwo „wypytuje” publiczność. Nie wychodząc z roli komunikuje się z widownią, nawiązuje relacje, co prowadzi do jeszcze większego zaangażowania widzów i odwagi w dzieleniu się spostrzeżeniami i pytaniami do podejrzanych.

Kto jest reżyserem zakończenia sztuki? Kto decyduje o rozwiązaniu zagadki i składa wszystkie puzzle? Każdy z widzów otrzymuje na to pozwolenie. Niestandardowa konwencja zawsze zdumiewa i pozytywnie zaskakuje. Tu nikt nie jest znudzony. A należy podkreślić, że są wśród łodzian widzowie, którzy widzieli już spektakl ponad 10 razy!

Dyrektor Powszechnego zapowiedziała zbudowanie na rynku Manufaktury scenografii z „Nożyczek”, w skali 1:1. I dotrzymała słowa. Powszechny nie ułatwił sobie zadania, budując scenę ze szczątkowymi elementami oryginalnej scenografii lub z zupełnie inną scenografią, zaprojektowaną na potrzeby plenerowego pokazu. Cała oryginalna dekoracja znajdowała się dokładnie na swoim miejscu.

Publiczność oczekiwała na zajęcie miejsc w pełnym słońcu, z wejściówkami w spoconych dłoniach, już na godzinę przed spektaklem. Kolejka oczekujących w szybkim tempie się powiększała. Przypomnijmy, że 1000 zaproszeń na dwa spektakle na rynku Manufaktury, rozeszło się jak ciepłe bułeczki.

Organizatorzy zadbali o wodę mineralną dla publiczności oraz zadaszenie zarówno sceny, jak i widowni. To konieczność, zważywszy na panujący tego dnia blisko 30 stopniowy upał oraz zagrożenie gwałtownymi opadami.

Wkrótce po zajęciu miejsc „Szalone nożyczki” porywały publiczność, zgromadzoną na rynku Manufaktury. Obserwując wartką akcję i słuchając błyskotliwych dialogów, wkrótce można zapomnieć, gdzie jesteśmy. Sprawdza się teza, że „Teatr to nie miejsce, ale ludzie”. Artyści Powszechnego są fenomenalni także w plenerze.

Zmienił się aktor wcielający się w szalonego fryzjera. Pojawiły się też nowe anegdoty. To całkiem miłe zaskoczenie, szczególnie że „Szalone Nożyczki” oglądałam zaledwie kilka dni wcześniej.

Widownia zachowywała się swobodniej i głośniej niż w Powszechnym. Ale miało to też swoje dobre strony: ludzie stawali się spontaniczni w interakcji z bohaterami. Jakby w nagrodę za ich otwartość, w czasie przerwy aktorzy pozowali z nimi do zdjęć a dzieci częstowane były cukierkami.

„Szalone nożyczki” to prawdziwie szalony spektakl. Również aktorzy dobrze się nim bawili. W tym spektaklu nie trzeba się „spinać”, aczkolwiek nie zapomina się o profesjonalizmie. Artyści „trzymają się swoich kwestii” oraz najdrobniejszych szczegółów scenariusza. Spontaniczność, improwizacja i perfekcjonizm przenikają się, dając w efekcie energetycznie zagrany spektakl. To domena aktorów z dobrym warsztatem. Takich można oglądać w „Szalonych Nożyczkach” nie tylko w tym sezonie.

Oceń publikację: + 1 + 29 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.