zamknij

Sport i rekreacja

SPORTOWY WYWIAD TYGODNIA#30: Rozmowa z Kają Szczurek, zawodniczką ChKS-u PŁ Łódź

2017-12-07, Autor: Bartosz Jankowski

Słyszeliście może o tym, że ChKS PŁ Łódź walczy o awans do elity piłki ręcznej kobiet w Polsce? Przed sezonem klub dokonał kilku bardzo ciekawych wzmocnień. Jedną z nowych zawodniczek w Łodzi jest Kaja Szczurek, która do zespołu dołączyła pod koniec sierpnia. Nie mogło zabraknąć tematów sportowych, ale oczywiście nie zamknęliśmy się tylko na piłkę ręczną i porozmawialiśmy także m.in. o przedświątecznych zakupach. Polecamy gorąco!

Bartosz Jankowski (TuLodz.com): Wyjaśnijmy na początek skąd się wzięła „Kaja”? Przecież we wszystkich oficjalnych dokumentach widniejesz jako Karolina Szczurek.

Reklama

Kaja Szczurek (ChKS PŁ Łódź): Od dziecka wszyscy wołali na mnie Kaja. Bardzo mi to pasowało, ponieważ nie przepadam za swoim imieniem. I tak już zostało.

Czytając w Internecie wiadomości na Twój temat można się dowiedzieć, że mimo młodego wieku, doświadczenie masz już spore. Zacznijmy jednak od początku, czyli od Twoich pierwszych treningów. Skąd pomysł na piłkę ręczną?

Prawdę mówiąc, chciałam trenować zupełnie inną dyscyplinę. Piłka ręczna to nie było dokładnie to, co mnie wtedy interesowało. Nie miałam jednak wyboru, bo pochodzę z małej wsi i tam była dla kobiet tylko piłka ręczna. Moje siostry zaczęły grać, więc poszłam na trening i trochę się w to wciągnęłam. Najśmieszniejsze jest jednak to, że, idąc na pierwszy trening, byłam przekonana, że chodzi o siatkówkę. Mając 8 lat nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak piłka ręczna. Byłam przygotowana, że poodbijam piłkę, rozłożą mi siatkę i będę sobie grała.. A tu taka niespodzianka (śmiech).

Czyli jako dziecko marzyłaś o byciu siatkarką?

Nie do końca. Najlepiej grało mi się w piłkę nożną, na przykład z kolegami na podwórku. Marzyło mi się o byciu piłkarką. U nas była jednak tylko sekcja męska. Chcąc robić coś związanego ze sportem, byłam zmuszona grać w piłkę ręczną. Dopiero z czasem dotarło do mnie, że naprawdę to lubię.

Nie chciałabyś się teraz przerzucić z piłki ręcznej na piłkę nożną?

Oj teraz już nie. Widzę za dużo plusów trenowania i grania w piłkę ręczną. Nie ma mowy.

Piłka ręczna to w Polsce i w Łodzi sport, który co prawda ma swoich zwolenników, ale wciąż nie można określić go mianem popularnego.

Zgadza się, chociaż w ostatnich latach zauważalna jest zmiana na duży plus. Oczywiście głównie za sprawą naszych reprezentacji. Media także transmitują mecze z Mistrzostw Świata i innych wielkich imprez. Niestety piłka ręczna to wciąż niszowy sport. Finansowo nie wygląda to najlepiej. Do tego dochodzą braki informacji w mediach m.in. o polskich ligach.

Jak zwykle problemem są także pieniądze.

Przykre jest to, że możliwość utrzymania się z grania w piłkę ręczną istnieje tylko w najlepszych klubach w Polsce. Jest to o tyle kłopotliwe, że zniechęca to dużo naprawdę utalentowanych dziewczyn. Mało kto ma możliwości i odwagę zaryzykować i poświęcić wszystko, aby spróbować stać się jedną z niewielu czołowych zawodniczek w Polsce. Coraz więcej dziewczyn wyjeżdża za granicę, żeby zarobić i rozwijać swoje umiejętności. Spada w ten sposób poziom naszej ligi. I to wszystko tak się kręci w koło.

Warto wspomnieć, że Mistrzostwa Świata z udziałem naszej reprezentacji są obecnie transmitowane przez Telewizję Polską. Oglądałaś pierwsze mecze z udziałem Polek?

No jasne! Wiedziałam, że po pierwszym meczu wygranym ze Szwecją, było trochę za dużo euforii. W drugim meczu gra naszych dziewczyn wyglądała dużo słabiej, szczególnie pod koniec meczu. Zobaczymy, jak będzie to dalej wyglądało.

Wróćmy jeszcze do Twojej kariery. Grasz na dość newralgicznej pozycji…

No tak, bramka…

No właśnie. Już na pierwszym treningu zostałaś wystawiona na bramkę i od tamtej pory tam sobie urzędujesz?

Nie do końca. Zaczynałam na innej pozycji. Ale przyszła sytuacja, w której nie mieliśmy bramkarki i każdego po kolei sprawdzali na bramce. Weszłam, odbiłam kilka piłek… Dla trenerów podobno trudnych, dla mnie takich w miarę łatwych. Padł tekst, że na następny trening mam przynieść dres i stanę na bramce. Wtedy jeszcze nie wiedziałam na co się piszę (śmiech). Tak się zaczęło. Chociaż kryzysów było dużo. Nie chciałam trenować, bo nie chciałam stać na bramce. Jednak za każdym razem wracałam…

To taka pozycja, na której unikasz kontaktu z rywalkami…

Ale kosztem tego, że często mam kontakt z piłką. Odpukać, bo omijają mnie poważniejsze kontuzje. Wiadomo, że przeprosty w łokciach, powybijane palce, poobijana twarz to norma, ale przykładowo złamanego nosa nie miałam, chociaż krew lała się nie raz.

Pojawiasz się czasami po meczach albo po treningach na mieście?

Przy większej ilości widocznych siniaków, jeśli nie da się ich niczym zakryć, to raczej siedzę w domu (śmiech).

Masz w CV grę w Superlidze, spisywałaś się tam naprawdę dobrze. Jak to się stało, że trafiłaś do klubu w I lidze?

Powiem szczerze, że próbowałam szukać klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rozmów było wiele, ale na koniec zawsze kończyło się to w ten sam sposób, czyli brakiem porozumienia. Stwierdziłam, że warto spróbować swoich sił w I lidze. Tutaj też miałam kilka propozycji. Słownie byłam już dogadana z innym z klubów. Do dziś nie wiem do końca jak to się stało, że wylądowałam w Łodzi. Trenerka do mnie zadzwoniła, dogadałyśmy się i tak wyszło. Jednocześnie doszłam do wniosku, że tutaj będzie mi łatwiej znaleźć pracę, niż w jakimś mniejszym mieście.

W chwili obecnej musisz łączyć pracę z treningami i meczami. Nie jest tak kolorowo, że możesz się skupić wyłącznie na graniu w piłkę ręczną.

Tak było wcześniej, gdy grałam w Superlidze przez 5 poprzednich sezonów. W I lidze ciężko jest zrobić więcej niż jeden trening dziennie, bo dziewczyny studiują, uczą się i pracują. Ja także musiałam znaleźć pracę. Obecnie mam codzienną zmianę od 6:00 do 14:00 i nie ukrywam, że w środku tygodnia przychodzi kryzys. Ja czuję się zmęczona, niewyspana i nie mogę dać z siebie 100% na treningu. Niemniej jednak, jeśli patrzy się przyszłościowo i chce się mieć pieniądze na życie na takim poziomie, do jakiego jest się przyzwyczajonym, to po prostu trzeba dać z siebie wszystko.

Wybrałaś ścieżkę, na którą decyduje się bardzo mało osób. Dlaczego?

Nie będę ukrywać, że chciałam iść do Superligi, ale się nie udało. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu robić sobie roku przerwy i lepiej trochę zmienić swoje życie, niż zupełnie rezygnować z gry. W chwili obecnej mamy drużynę, która ma ambicje na przyszłość. Walczymy o awans już teraz i chociaż nie wiadomo, czy uda nam się zrealizować ten cel, to chcemy najpóźniej za 2-3 lata być już w Superlidze. Poza tym, czuję się tutaj w Łodzi potrzebna. Moje statystyki wyglądają całkiem nieźle. Jestem bardzo ambitna i chcę wrócić na najwyższy poziom w Polsce.

Wspomniałaś, że chcecie powalczyć o awans. Jesteście beniaminkiem, więc byłoby to nie lada osiągnięcie.

Sądzę, że mamy na tyle silny zespół, że stać nas na wygranie naszej grupy. Nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądała rywalizacja o awans po fazie grupowej, bo w tym sezonie I liga składa się z dwóch grup i pewnie będziemy musiały pokonać zespół z grupy B. Fajne jest to, że grają u nas zawodniczki z pasją, które dają z siebie wszystko na treningach i meczach, zarabiając naprawdę niewiele. Uważam jednak, że ta druga grupa jest mocniejsza. Kojarzę drużyny i wiem, że rywalizacja z nimi nie będzie łatwa.

Po swojej stronie macie grono oddanych kibiców…

To jest niesamowite! Grałam w wyższej klasie rozgrywkowej i tam można było wymagać głośnego dopingu, bębnów… Nic takiego nie miało miejsca. W Łodzi jest inaczej. Byłam bardzo zdziwiona. Na nasze mecze przychodzi dużo osób, robi super doping. Atmosfera jest naprawdę magiczna.

Zapytam Cię jeszcze o duet trenerski. Zarówno trener Walicki, jak i trener Kowalska, bardzo żywiołowo reagują na ławce w trakcie meczów. Pierwsza wymieniona przeze mnie osoba jednak jest zdecydowanie bardziej ekspresywna. Nie raz widziałem łzy w oczach zawodniczek i to nie ze względu na wynik…

Trener bardzo emocjonalnie podchodzi do meczów. Byłam już wcześniej ostrzegana, że może paść kilka mocnych słów w trakcie spotkania. Ale nie takich trenerów przeżyłam. Porównując z niektórymi moimi wcześniejszymi szkoleniowcami, to trener Walicki jest naprawdę całkiem łagodny. Ale te emocje są tylko na meczach. Na treningach i w życiu pozasportowym jest już spokojniej. W piłce ręcznej trzeba mieć silny charakter. A że nie jedna łza poleci, to się zdarza, nie tylko kobietom.

W Łodzi jesteś od sierpnia. Udało Ci się już zwiedzić co nieco?

Odkąd tutaj jestem, to nie zwiedziłam za dużo. Czasem wyjdę z dziewczynami na miasto w wolnym czasie, ale zazwyczaj po treningu mam ochotę tylko wrócić do domu i odpocząć. Do gustu przypadła mi ulica Piotrkowska. Spacer tamtędy poprawia mi humor. Bardzo to lubię.

Od sześciu lat grasz na wysokim poziomie w Polsce, jesteś wciąż bardzo młoda, cała kariera przed Tobą… Zahaczyliśmy już wcześniej temat reprezentacji, więc powiedz mi, czy widzisz się za kilka lat w kadrze narodowej?

Chyba każda zawodniczka ma takie marzenie. Pewnie, że bym chciała zagrać z orzełkiem na piersi. Oglądam dużo meczów naszej reprezentacji i jestem pełna podziwu dla tych zawodniczek. Zdaję sobie sprawę z tego, ile wyrzeczeń ma codziennie każda z nich, zwłaszcza grając na tak wysokim poziomie. Są za to pieniądze, wyjazdy, reprezentacja… Jest to mimo wszystko fajna sprawa, poleciłabym każdemu.

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Prezenty już kupione czy zakupowy szał jeszcze przed Tobą?

Mam prezenty, ale głównie dla siebie. Jestem właśnie w okresie kompletowania prezentów dla najbliższych.

Robisz zakupy przez Internet czy raczej tradycyjnie?

Pół na pół. Jeśli chodzi o prezenty dla bliskich, to raczej wygrywa Internet. Natomiast przy kupowaniu ubrań, wolę przejść się po sklepach i znaleźć coś w tradycyjny sposób. Fajne jest to, że można coś przymierzyć i zobaczyć jak na Tobie leży. Tego przez Internet jeszcze nie zrobię.

Czego Ci życzyć na najbliższe miesiące?

Na pewno braku kontuzji i dobrej postawy na boisku. Na chwilę obecną jestem z siebie zadowolona, niech tak będzie dalej.

Tego w takim razie życzę w imieniu swoim, redakcji oraz kibiców piłki ręcznej w Łodzi. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Oceń publikację: + 1 + 8 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.