zamknij

Sport i rekreacja

SPORTOWY WYWIAD TYGODNIA #19: Rozmowa z Adamem Kszczotem, członkiem Grupy Sportowej Orlen, Wicemistrzem Świata na 800m z Londynu

2017-09-21, Autor: Cezary Kawecki

W 19. już odsłonie naszego cyklu prezentujemy wywiad z jednym z najlepszych polskich biegaczy, Wicemistrzem Świata na dystansie 800 metrów z Londynu z tego roku i członkiem Grupy Sportowej Orlen Adamem Kszczotem.

Tegoroczne Mistrzostwa Świata, które w sierpniu odbywały się w stolicy Anglii, zakończyły się dla Adama Kszczota wielkim sukcesem - drugim miejscem. Wychowanek RKS-u Łódź opowiedział nam o swoim koronnym dystansie, tajemnicach w zawodzie biegacza, a także nadziejach na rozbudowę ośrodka przy ulicy Rudzkiej. Zapraszamy do lektury!

Reklama

Cezary Kawecki (TuŁódź.com): Wróćmy do Mistrzostw Świata w Londynie. Na 200 metrów przed metą, kiedy byłeś na końcu stawki i dopiero szykowałeś się do szaleńczego finiszu, przeszła Ci przez głowę myśl, że możesz nie dogonić czołówki?

Adam Kszczot: W tym momencie wiedziałem, że w pierwszą trójkę wejdę, bo za dużo kosztowało przepychanie innych zawodników, którzy mogliby walczyć o medale. Wszystko w miarę układało się po mojej myśli, może oprócz tego, co działo się między 500, a 600 metrem – że nie miałem okazji przesunąć się o dwie pozycje do przodu małym nakładem sił. To jedyna rzecz, której nie udało mi się zrealizować.

Właśnie pierwsze 200 metrów tego biegu miało szaleńcze tempo – przebiegliście je w nieco ponad 24 sekundy. Mało kto chyba mógł przewidzieć aż tak szybki początek.

To jest normalne tempo, mi osobiście zdarza się otwierać bieg na hali w tempie 24,5 sekundy. Taki czas na hali to mniej więcej jak równe 24 sekundy na otwartej bieżni. To nie jest nic nadzwyczajnego, pod warunkiem, że nie jest to trzeci bieg z rzędu. To właśnie robi różnicę, ponieważ oni zaczęli zbyt szybko, ja zacząłem z tyłu stawki magazynować energię. To właśnie są takie etapy w biegu na 800 metrów, gdzie pierwsze 200 metrów to kontrola czasu i tego jak się zachowują zawodnicy. Było szybko, oni się przepychali, potem cały łuk, gdzie narobili sobie bardzo dużych strat do tego 330 metra. Później, tam gdzie wszyscy zaczynają się rozpędzać, a więc od 500 metra, również zaczęli się przepychać i próbować zyskać jak najlepszą pozycję. Ja to wszystko obserwując z tyłu mogłem sobie ocenić, że warto poczekać.

Jeśli chodzi o Twoją taktykę, zakładającą spokojny start i dopiero późniejszy atak, wiadomo – bardzo często przynosi Ci to zakładane korzyści. Czy był jednak kiedyś taki moment, taki bieg, w trakcie którego żałowałeś, że zostałeś na początku, a dopiero później zacząłeś atakować?

Są takie biegi, na przykład w Diamentowej Lidze, gdzie tak się dzieje, że można tego pożałować, bo stawka rozciąga się na tyle, że jest to nie do odrobienia. Na Mistrzostwach biegi aż tak się nie rozciągają, bardzo rzadko ma to miejsce. Najczęściej jest to zwarta grupa, mieszcząca się na 10-12 metrach. W pierwszym etapie taka taktyka to nic straconego, trzeba tylko mądrze przebiec pozostały dystans i tyle.

Wracając jeszcze do Mistrzostw Świata z Londynu – sporo było kontuzji mięśniowych, zawodnicy narzekali, że jest im zimno i nie pozwalano im chodzić w dresach. Według Ciebie było coś nie tak w tym względzie, jeśli chodzi o organizację?

Jeżeli chodzi o kontuzję Usaina Bolta, faktycznie wtedy ich przetrzymali zbyt długo w tej piekielnie zimnej pogodzie, bo było pożegnanie Mo Faraha (Brytyjczyk zakończył karierę w Londynie – przyp. red.). Co do całej reszty, te naciągnięcia po prostu się zdarzają, nawet jak jest 35 stopni. Biorąc pod uwagę, że na samo 100 metrów było ponad 50 zawodników, drugie tyle na 200 metrów, to cztery czy pięć kontuzji to wcale nie jest tak dużo. To po prostu się zdarza. Zawsze te kilka osób złapie kontuzję, 2-3 biegaczy to minimum. Nie widzę tutaj akurat związku z pogodą, trzeba przygotować się do zawodów, biorąc pod warunki, jakie oferuje Ci ,,gospodarz”.

Można to zatem nazwać profesjonalizmem biegacza?

Nie wiem czy profesjonalizmem.. Bardziej przezornością.

Kiedyś powiedziałeś, że raczej nie powinno stosować się przepychanek, szybkiego biegu na początku, tylko ekonomicznie zacząć i dopiero później zacząć myśleć na temat finiszu. Co zatem w sytuacji, kiedy bieg na to nie pozwala, grupa od startu jest zwarta i nieunikniony jest bliski kontakt z rywalami?

To wszystko zależy od sytuacji, bo jeżeli jest to przepychanka na czele grupy i jeżeli wywalczysz sobie tę pozycję frontową, to osoba, z którą walczyłeś, na pewno o pół kroku zwolni. Co to znaczy? Że cała stawka zwalnia, oprócz tych, co są na zewnątrz. Oni i tak muszą biec na tzw. zakładkę, na łuku, więc dokładają metrów. Bardzo często w takiej sytuacji opłaca się uciec. Ogólnie 800 metrów to bardzo skomplikowany twór, bo faktycznie biegniemy bark w bark, ale z drugiej strony sytuacja sytuacji nierówna. Przykład? Choćby Mistrzostwa Halowe w Paryżu. Jeden chłopak upada, no i wtedy jak widzisz kątem oka, że ktoś zaliczył upadek, to musisz przyspieszyć, bo wtedy zaskoczysz co najmniej połowę stawki i uciekasz. Tak między innymi wygrałem właśnie Mistrzostwa w Paryżu – w dobrym momencie ,,depnąłem” i miałem ten komfort, że wszyscy za moimi plecami musieli te dwa metry gonić. To daje niesamowite efekty później na ostatniej prostej.

Czy zakładasz sobie taktykę na dany bieg przed jego rozpoczęciem czy dopiero w trakcie?

Tak, warianty taktyczne ustalam przed startem. Na przykład w eliminacjach w Pekinie (2015 rok), prowadziłem od startu do mety.

To był Twój cel?

Nie, to był jeden z wariantów. Stawka była na tyle wyrównana, że nie było w tej grupie żadnego front runnera. Jednym z wariantów było więc to, że jeśli wszyscy zaczną wolno, będę prowadził w swoim tempie i w tym tempie delikatnie przyspieszę. To z reguły daje duże szanse na zwycięstwo w danym biegu. To była przygotowana jedna z taktyk w mojej głowie. W biegu na 800 metrów nie wolno natomiast ustalać planu w trakcie biegu, bo jeżeli to robimy, czyli próbujemy myśleć, to kończy się katastrofą, bo jest za późno. W momencie kiedy my myślimy, to ktoś nas wyprzedzi. Dystans ten jest na tyle pięknym tworem, że trzeba reagować automatycznie, dlatego jestem skuteczny, bo jestem dobrze przygotowany taktycznie, mentalnie.

Swój rekord życiowy na 800 metrów (1:43,30) ustanowiłeś sześć lat temu i do rekordu Polski Pawła Czapiewskiego tracisz 0,08 sekundy. Myślisz, że jesteś w stanie przeskoczyć ten wynik?

Myślę, że byłem w stanie kilkukrotnie, tylko zbieg wielu okoliczności musi nastąpić, aby tak pobiec. Ciężko jest wybrać – najczęściej, kiedy jesteś bardzo dobrze przygotowany do sezonu, czyli nastawiasz się na bicie rekordu życiowego, to ciężko jest mieć tę formę też na mistrzostwach właściwych. Bardzo niewielu ludzi tego dokonuje. To jest duża eksploatacja – jeżeli biegamy na pobicie rekordu Polski, w sezonie trzeba odbyć co najmniej cztery bardzo mocne biegi. To bardzo eksploatuje. Uważam, że jest taka tendencja, że jeżeli w którymś biegu się przesadzi, czyli 800 metrów będzie za mocne w stosunku do możliwości, to może spowodować, że organizm się zbuntuje i zablokuje i powie: ,,Nie, w tym sezonie szybciej już nie będziesz biegał”. W taki sposób się broni przed skrajnym zmęczeniem. Zobaczymy, będę na pewno próbował ten rekord pobić i mam już pomysł, jak poskładać trening, aby to miało ręce i nogi, ale jak mówiłem, musi nastąpić duży zbieg okoliczności, m.in. jeśli chodzi o pogodę. W 2012 roku biegałem z czasem 1:43,80. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak mała to jest różnica.

Czyli nie będzie to Twój główny cel na następne starty?

Nie, nie. W 2015 roku, kiedy też chciałem to zrobić, miałem fajny bieg w Monako (1:43,45), więc też niewiele zabrakło do rekordu Polski. Gdzieś tam od czasu do czasu kręcę się w tych wynikach, ale nie jest to mój główny cel. Głównym celem jest impreza główna, a to jest dodatek.

Przechodząc do być może drażliwego dla Ciebie tematu, jakim są Igrzyska Olimpijskie, uważasz, że to jest dla Ciebie niespełnione marzenie? Londyn 2012 – półfinał, Rio de Janeiro 2016 – również półfinał.

To nie chodzi o klątwę. W 2012 roku byłem przetrenowany, zaś w 2016 byłem bardzo dobrze wytrenowany i uważam, że byłem wtedy w życiowej formie, ale być może były popełnione pewne błędy treningowe, być może można było to rozegrać inaczej taktycznie, czyli na przykład wolniej zacząć pierwsze 200 metrów. Dzisiaj tego nie wiemy. Ja trenuję 40 miesięcy – plan z reguły zakłada się dwu lub czteroletni, podzielony na 10 miesięcy w każdym roku, żeby przez sześć minut, po tych 40 miesiącach, zrobić to, do czego się szykujesz. Jest coś takiego jak dyspozycja dnia i wszyscy sportowcy o tym wiedzą. Po drugie – może coś Cię zaskoczyć, możesz mieć 100 biegów, ale 101 Cię zaskoczy i coś nie wyjdzie. To jest właśnie piękno 800 metrów. To, że ja nie wszedłem do finału to jedno – wielu innych bardzo utalentowanych zawodników również skończyło na półfinale Igrzysk. Magia każdej imprezy jest taka, a nie inna.

Zdarza się, że o wejściu do finału czy zdobyciu medalu decyduje 0,01 sekundy. Czy sportowiec może sobie z tym poradzić, czy jednak gdzieś to zawsze będzie siedziało u niego z tyłu głowy?

Ja zawsze to porównuję do chomika. Kiedy kółko się kręci, a chomik się zatrzyma – kółko kręci się dalej. No i tak właśnie jest ze sportem, z każdą dziedziną życie. Mimo , że następują jakieś niepowodzenia, to świat się nie zatrzyma. Po prostu trzeba dalej przeć do przodu, trzeba sobie wyznaczać nowe cele. Największą porażką w sporcie jest to, jeśli ktoś się zatrzyma i nie potrafi wyznaczyć sobie kolejnego celu. Wtedy oznacza, że taki ktoś do sportu się nie nadaje.

Czy uważasz właśnie, że sportowcy powinni współpracować z trenerami mentalnymi czy psychologami?

Ja na przykład od wielu lat nie korzystałem z porad psychologa, aż do tego roku. W tym roku zwróciłem się do psychologa, bo uważałem, że coś mi się rozsypało i nie potrafiłem tych klocków poukładać z powrotem na miejsce. Ale przez wiele, wiele lat może miałem szczęście, a może po prostu parłem w tym dobrym kierunku. Byłem u tego samego psychologa wiele lat temu, u profesora Jana Blacharza, i na badaniach porozmawialiśmy o tym co robię, jak to robię, jak się przygotowuję do biegów i powiedział wtedy, że wszystko jest bardzo dobrze i nie jest potrzebna jego interwencja. A teraz, kiedy wróciłem do tego samego człowieka, powiedział, że jest źle, coś jest nie tak. No i po kilku dniach wszystko było w porządku. Jeżeli uważasz, że z czymś sobie nie radzisz, warto się do kogoś mądrego z tym zwrócić.

Odwiedziłeś ostatnio nowy Stadion Miejski w Chorzowie. Masz nadzieję, że wystąp na Mistrzostwach Europy na tym obiekcie w 2022 roku?

No jest taka szansa. Niektórzy pewnie stwierdzą, że już będę stary, że nie dam rady, ale tak patrzę w przyszłość, że spokojnie do tego dotrenuję, postawię jeszcze stopę w kolcach na chorzowskim stadionie. Byłoby super.

Wśród niektórych panuje przeświadczenie, że trening nie odgrywa tak ogromnej roli w sporcie. Jak uświadomić młodych ludzi, że życie sportowca nie jest jednak usłane różami?

Mam taki plan, choć nie wiem jeszcze, czy będę realizował go przez YouTube, Instagrama czy inne Social Media, aby stworzyć cykl vlogów, nagrań, w którym opowiadam o treningu, życiu sportowca. Raz, dwa razy w tygodniu taki wpis aby u mnie się pojawiał i jeżeli ktoś będzie miał wystarczającą cierpliwość, aby to obejrzeć, będzie fajnie. W zamyśle mam 1-2 minutowe nagrania, ponieważ ludzie wolą taką treść. Może właśnie coś takiego zwiększyłoby świadomość młodych osób.

Hala RKS-u Łódź – domyślam się, że możesz mieć dobre wspomnienia, ponieważ tutaj stawiałeś pierwsze kroki, no ale warunki są jakie są. Wspominałeś, że chciałbyś, aby powstał tu lepszy kompleks. Myślisz, że się uda?

To jest zależne od wielu czynników. Marzy mi się, aby był tutaj kompleks ogólnopolski, czyli o standardzie COS-u. Jest to możliwe. Mamy pełne poparcie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i oni też by chcieli, byśmy w tym kierunku parli, mamy też poparcie w Ministerstwie Infrastruktury. Takie obiekty są potrzebne, głównie pod kątem szkoleniowym. Powoli okazuje się, że mamy też wsparcie Urzędu Miasta, czekamy też na projekt i budynku, i internatu, i stadionu. Tutaj na hali też już są potrzebne mniejsze i większe remonty. Zobaczymy, chciałbym aby coś takiego miało miejsce.  Czasami z zazdrością spoglądam za okno samolotu, kiedy lecimy nad europejskimi miastami i widzę – jeden tartan, drugi, trzeci, pełnowymiarowe bieżnie. A w Łodzi mamy tylko jeden taki tartan – na AZS-ie. I to jest ogromny problem dla rodziców, którzy zimą czasem muszą przejechać całe miasto, aby przywieźć dziecko na trening.

A wspomnienia? Bo przecież z halą RKS-u muszą wiązać Cię jakieś specjalne więzi.

Na tej hali zrobiłem dużo treningów w roku, w którym ustanowiłem halowy rekord Polski. I właśnie między innymi przygotowaniom stąd to zawdzięczam. Tutaj się ciężko biega, ale myślę, że jest to jedna z przyczyn, dzięki czemu mogłem osiągnąć tak fajne wyniki.

A co z Twoją przyszłością? O czym myślisz po zakończeniu kariery, powiedzmy po tych Mistrzostwach Europy w 2022 roku?

Na pewno nie będzie to kariera trenerska, jak to następuje w kadrze. Dlaczego? Dlatego, że to wiąże się z wieloma wyjazdami. Całe życie wyjeżdżam i chciałbym mieć trochę takiego życia rodzinnego, dlatego to z góry stoi na straconej pozycji. Mam dużo pomysłów na siebie. Mam wspólną pasję ze szwagrem – kochamy auta, mam też sporo idei, o których dzisiaj nie chciałbym mówić. Ja jestem osobą, która bardzo analizuje trening i bardzo dobrze znam swój trening, miałem okazję pomagać swojemu fizjoterapeucie, z którym współpracowałem przez wiele, wiele lat. To jest fajne, ale nie na taką skalę kadrową.

Czyli zupełnie odetniesz się od sportu?

Nie, amatorskiego treningu nie wykluczam. Na pewno będę chciał pobiec maraton i mam taki ambitny plan, jeżeli zdrowie pozwoli, żeby zrobić to w czasie poniżej 2:20.00.

Czego można Ci życzyć?

Dwóch rzeczy. Po pierwsze, żeby spełniło się to, o czym marzę, czyli ukończenia ośrodka RKS-u i popchnięcie go w stronę ośrodka ogólnopolskiego. Po drugie – szczęścia, bo to aspekt, o którym niewiele się mówi, a jest niezwykle istotny w biegu na 800 metrów.

Tego właśnie życzę. Dziękuję za rozmowę.

Również bardzo dziękuję.

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.