zamknij

Kultura i rozrywka

Poniedziałek i wtorek na Transatlantyk Festival w Łodzi: hipisowskie gry małżeńskie, życie w samozwańczym państwie, pięćdziesiąte urodziny kultowej produkcji

2018-07-19, Autor: Damian Guzek

Tegoroczna edycja festiwalu Transatlantyk wkroczyła na półmetek. Sprawdź, jakie wydarzenia i projekcje miały miejsce podczas kolejnych dwóch dni imprezy.

„Swingujące wakacje” to australijski film w reżyserii Stephana Elliota. Narrator głosem dorosłego mężczyzny snuje historię o okolicznościach, w jakich przyszło mu żyć jako czternastolatek.

Reklama

Plaża Nobbys w miejscowości Newcastle w 1975 roku była mekką dla turystów i szukających mocnych wrażeń. Trzy rodziny: Hallów, Jonesów i Marshów większość wolnego czasu spędzają razem. Kultywują hipisowski styl życia – spodnie dzwony, buty na platformach, kwieciste sukienki, alkohol i seks bez zahamowań. Ich najstarsze dzieci odkrywają powoli cielesne, damsko-męskie relacje. Młodsi potomkowie (w tym czternastoletni narrator filmu, Jeff Marsh, zarażony miłością do kina) oddają się niebezpiecznym zabawom z użyciem np. materiałów pirotechnicznych jako filmowa ekipa „Kuglarze Śmierci”. Jedynie Melly Jones przejęta jest losem płetwala błękitnego, wyrzuconego na plażę. Dziewczynka niejako utożsamia się ze zwierzęciem, czując się w Nobbys nieszczęśliwie i obco. Pewnego wieczoru trzy małżeństwa zabawiają się w swing, czyli wymianę partnerów seksualnych. Prowadzi to do splotu tragikomicznych wydarzeń i konfliktu, zakończonego przez nagłą potrzebę wprowadzenia swoich potomków w dorosłe życie. Jednak ponieważ są to lata 70., odbywa się to za pomocą alkoholu, prezerwatyw, papierosów i tabletek antykoncepcyjnych. Jeff i Melly postanawiają uciec z Nobbys. Polski tytuł filmu odnosi się do pojęcia swinging, powiązanego z hipsowskim, rozwiązłym stylem życia. W oryginale film nazywa się „Flammable Children”, czyli Łatwopalne Dzieci. Ta fraza doskonale opisuje pokolenie dorastających w latach 70., kiedy to rodzice stosowali „nietypowe” metody wychowawcze, a kontakt z „rozrywkową” sferą dorosłego życia przychodził nastolatkom bardzo szybko.

Białoruski reżyser Siergiej Łoźnica odwiedził Transatlantyk Festival. Był gościem na poniedziałkowym pokazie jego filmu „Donbas”. Przed projekcją został zaproszony na podest. Ujawnił, iż do nakręcenia obrazu zainspirował go amatorski filmik, nakręcony telefonem na obszarze tzw. Noworosji i umieszczony w internecie. Film Łoźnicy przedstawia, opowiedziane z kilku perspektyw, codzienne życie w Donieckiej Republice Ludowej, czyli Noworosji. Rządzi wojskowa dyktatura. Korupcja i handel żywnością oraz zaopatrzeniem są na porządku dziennym. Mężczyzna, któremu żołnierze Republiki ukradli samochód, zostaje telefonicznie wezwany do ich siedziby, aby poprzez odpowiednie dokumenty oficjalnie wyrzekł się pojazdu na rzecz wojska. W centrach większych miast dochodzi do ataków bombowych i artyleryjskich. Duża cześć ludności nie ma dostępu do wody pitnej czy prądu. Wojsko Republiki wykorzystuje manipulacje i dezinformowanie, aby utrzymać poparcie opinii publicznej. Film Siergieja Łoźnicy jest szokujący. Nie jestem pewien, czy reżyser osiągnąłby ten sam efekt, skupiając się na pokazywaniu bezpośrednich działań zbrojnych konfliktu na Ukrainie. Miast tego, przedstawia obraz życia w samozwańczym państwie, w którym panuje strach, propaganda i korupcja. Noworosjanie są na przykład przekonani, że każdy Niemiec z obecnego lub poprzedniego pokolenia, a także mieszkańcy zachodniej Ukrainy to faszyści. Dowódca jednej z brygad w rozmowie z dziennikarzem snuje marzenia o marszu armii ludu na całą Europę. Dwóch żołnierzy Noworosji przywiązuje do latarni ukraińskiego jeńca. Chwilę potem muszą powstrzymywać przed linczem tłum oskarżający więźnia o mordowanie i torturowanie dzieci. Armia zagarnia w ramach „kontrybucji dla wojska” pieniądze i ruchomości bardziej majętnych mieszkańców. Aby zjednać sobie opinię publiczną, wojsko Republiki dokonuje ataków artyleryjskich na autobusy, by następnie, korzystając z podległych sobie mediów, obwinić o to „faszystów” z Zachodu i nawoływać do dalszej walki. Po zakończonej projekcji Siergiej Łoźnica otrzymał bardzo zasłużone owacje.

Jednym z bohaterów tegorocznej odsłony sekcji Retrospektywy i jednocześnie gościem festiwalu jest Sally Potter, brytyjska reżyserka i scenarzystka. W programie wspomnianej sekcji znalazła się między innymi czarna komedia „The Party”. Porównywany do takich obrazów, jak „Rzeź” Romana Polańskiego, czy „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” Paolo Genovese, film Potter jest satyrą na środowisko brytyjskich, lewicowych intelektualistów. Janet, świeżo upieczona minister zdrowia, organizuje w swoim domu przyjęcie, aby celebrować awans. Zaprasza na nie swoją cyniczną, kwestionującą demokrację przyjaciółkę wraz z jej partnerem, specjalistą od medycyny alternatywnej, parę lesbijek oraz bankiera-kokainistę. Miłą atmosferę wieczoru zakłóca wyznanie Billa, męża Janet o swojej śmiertelnej chorobie. Informacja ta rozpoczyna ciąg groteskowych, aczkolwiek przekomicznych zdarzeń, na jaw wychodzą brudne sekrety uczestników tytułowego party. Obraz Sally Potter epatuje czarnym, aczkolwiek inteligentnym humorem. Z tego powodu „The Party” nie jest filmem przeznaczonym dla masowego odbiorcy. Transatlantyk Festival przyciąga jednakże miłośników kina nieco bardziej ambitnego. Dlatego też sala podczas projekcji filmu Potter była pełna, a inteligentny humor udzielił się wszystkim widzom.

Konkurs Polskich Krótkich Metraży jest nieodłączną częścią Transatlantyku. Jak podkreślają organizatorzy, festiwal jest miejscem, w którym twórcy filmów krótkometrażowych mogą swobodnie się realizować. Filmy wybrane do Konkursu są wyświetlane w Multikinie, podzielone na kilka zestawów. We wtorek (17.07) pokazano zestaw numer 3. W jego skład weszło siedem filmów. Pierwszy film, „Lew” (reż. Tymur Yashchenko), to historia o chłopaku z ukraińskiej wsi, który chce od życia czegoś więcej niż pracy w polu. Tragiczne wydarzenie przesądza o podjęciu przez niego radykalnej decyzji. „Hitchhikers” to krótka animacja stworzona przez Rafała Blecharza i Katarzynę Klas. Para autostopowiczów podróżuje wraz z rośliną w doniczce. Pogoń do celu stopniowo sprawia, że zapominają o swoim towarzyszu. Bohaterem „Amerykańskiego Snu” Marka Skrzecza jest Szymon Siwiec, młody mieszkaniec Głuchołazów. Chłopak postanawia zrealizować marzenie o zostaniu profesjonalnym wrestlerem. W „REM” (reż. Artur Hanaj) kształty i postacie wyłaniające się z masy przypominającej plastelinę, w surrealistyczny i pozbawiony narracji sposób, są odwzorowaniem tytułowej fazy snu, podczas której tworzą się marzenia senne. „Fusy” Kordiana Kądzieli opowiadają o telewizyjnej wróżce Selenie, która przepowiednia zła dziejącego się w życiu jednego z widzów, Artura, sprawdza się. Mężczyzna podczas programu na żywo dzwoni z informacją, że zamierza popełnić samobójstwo. „Prezent” (reż. Sylwia Rosiak) to z pewnością najbardziej niezwykły film z zestawu. Historia relacji ojca z córką, podzielona na dziewięć rozdziałów, stworzona z pozaekranowej narracji, wycinków z filmów i kronik filmowych oraz surrealistycznych, niepowiązanych ze sobą scen. Zestaw trzeci zamknęła animacja Michała Poniedzielskiego „Mrówka wychodzi za mąż”. Film ukazuje romans spersonifikowanych mrówki oraz żuka, z dość nieoczekiwanym finałem.

17 lipca 1968 roku. Wtedy swoją premierę miał pewien film animowany. Sygnowany nazwą znanego zespołu, ale z kadrami kolorowanymi przez studentów animacji i wolontariuszy po nocach, z niskim budżetem. Dziś animacja ta jest produkcją kultową, na punkcie której oszalał cały świat, a przez wielu traktowana jest jak religia. Mowa o „Żółtej łodzi podwodnej” sygnowanej przez grupę The Beatles. We wtorek 17 lipca przypadły 50 urodziny filmu. Zostały one uczczone na festiwalu Transatlantyk specjalną projekcją filmu w technologii 4K Ultra HD, a także dyskusją na temat filmu, prowadzoną przez dziennikarza radiowej trójki Piotra Metzałódzkiego muzyka Łukasza Lacha. Film jest psychodeliczną opowieścią o krainie zwanej Pieprzolandem, w której króluje radość i muzyka. Niestety, zostaje ona najechana i podbita przez Sinych Smutasów, którzy nienawidzą muzyki. Burmistrz Pieprzolandu wysyła swojego zaufanego przyjaciela, Freda, aby ten sprowadził pomoc. Za pomocą żółtej łodzi podwodnej Fred dociera do Liverpoolu. Udaje mu się zgromadzić wszystkich członków The Beatles i namówić ich do pomocy. Rozpoczyna się surrealistyczna podróż przez takie miejsca, jak Morze Czasu, Morze Nauki, Morze Potworów czy Może Dziur. Zwieńczeniem wyprawy jest pokonanie Smutasów przy pomocy muzyki, wyzwolenie mieszkańców Pieprzolandu, a także uwolnienie ze szklanego Pocisku Przeciwmuzycznego członków Orkiestry Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza (odwołanie do ósmego albumu The Beatles). Wszystko to okraszone muzyką napisaną przez Georga Martina, producenta The Beatles, i najlepszymi przebojami zespołu z Liverpoolu. Projekcję poprzedziły krótkie wystąpienia Piotra Metza (który zdradził okoliczności, w jakich pierwszy raz oglądał „Żółtą Łódź Podwodną” i wyznał, że widział film co najmniej kilkaset razy), Katarzyny Bieńkiewicz, która opowiedziała o przynależności Łodzi do grupy Miast Filmu UNESCO oraz Joanny Rożen-Wojciechowskiej, pomysłodawczyni uczczenia 50 urodzin filmu na festiwalu Transatlantyk. Po obejrzeniu filmu Piotr Metz i Łukasz Lach dyskutowali m.in.: na temat szaleństwa, które ogarnęło cały świat na punkcie „Żółtej Łodzi Podwodnej”, paradoksalnie znikomego wkładu The Beatles w produkcję oraz przyczyn, dla których film przyjął się w USA lepiej niż w Wielkiej Brytanii.

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.