zamknij

Kultura i rozrywka

Odkryć siebie poprzez Divę – spektakl DIVA SHOW w Fundacji Kamila Maćkowiaka [RECENZJA]

2018-05-14, Autor: Joanna Królikowska

W listopadzie tego roku spektakl DIVA SHOW skończy 5 lat! Przedstawienie wciąż przyciąga łodzian a widzowie zapełniają salę Akademickiego Ośrodka Inicjatyw Artystycznych. A niektórzy przychodzą na ten spektakl kilkukrotnie, by bawić się razem z Tiną Turner i Kamilem Maćkowiakiem.

Przez te kilka lat DIVA z pewnością się zmieniła. A na pewno wydłużyła. Czy to źle? Jeśli widzowie dobrze się bawią, to niech ten spektakl trwa nawet i pięć godzin.

Reklama

Bo DIVA to przede wszystkim dobra zabawa, której sprzyja konwencja stand-upu. Kamil Maćkowiak okazuje się naprawdę niezłym showmanem, który jak wpadnie w tzw. flow, to już nic go nie zatrzyma. Otwarta formuła spektaklu, zarówno na improwizację, jak i na kontakt z widzem zdaje się Maćkowiaka coraz bardziej napędzać.

Bardzo ważna jest w tym spektaklu interakcja. Kamil Maćkowiak musi cały czas pozostawać w stanie gotowości. Czujnie przyglądanie się widowni okazuje się znakomitym sposobem na rozwijanie show. Sokoli wzrok Maćkowiaka zauważa chyba wszystko, od wyjętych telefonów po miny poszczególnych widzów (i oczywiście notujących recenzentów). To pretekst do nawiązywania kontaktu, ale też dostosowanie danego spektaklu do konkretnej publiczności. I chyba stąd bardzo swobodna atmosfera.

Zazwyczaj niechętni interakcjom widzowie przy DIVIE nabierają odwagi. Bawią się, a Kamila Maćkowiaka traktują raczej jak znajomego, a nie występującego przed nimi aktora. Widzowie nie tylko odpowiadają na pytania czy zaczepki, ale często sami inicjują interakcję. A na dodatek nigdy nie wiadomo, co powiedzą! A widzom nie brak przecież kreatywności. Nic dziwnego, że niektóre odpowiedzi są zaskakujące także dla Kamila Maćkowiaka. W tym spektaklu publiczność staje się drugim aktorem. Żadna diva nie może przecież istnieć bez swoich fanów. Obserwowanie tej interakcji między sceną o widownią jest naprawdę wciągające.

Nie brak w tym spektaklu aktualnych żartów i gry ze stereotypami. Ale to także gra z wizerunkiem Tiny Turner, z obrazem gwiazdy. Nie mogło zabraknąć oczywiście znanej muzyki i teledysków (w tym przypadku i oryginalnych i zreinterpretowanych). Tina to także maska bohatera, osłaniająca go przed światem. Lepiej może być Tiną, niż sobą.

A jednak grany przez Maćkowiaka Tomek nie jest Tiną. Kim jest? Jaki jest? Kamil Maćkowiak zdejmuje kolejne części garderoby, sztuczne rzęsy, perukę i odsłania swojego bohatera, nie tylko fizycznie. Pozbycie się przebrania Tiny łączy się także z poznaniem prawdo o Tomku, jego życiu i uczuciach. Początkowa swobodna atmosfera zaczyna gęstnieć, a żarty i śmiech ustępują stopniowo miejsca powadze. W ten sposób publiczność poznaje mężczyznę z osobowością borderline, samotnego, sfrustrowanego i wciąż szukającego siebie człowieka. Może dzięki kontrastowi z pierwszą – komediową częścią spektaklu, jego koniec wydaje się tym bardziej poruszający.

DIVA SHOW jest spektaklem przewrotnym, grającym z emocjami widza. Nie o zabawę przecież tutaj chodzi, ani nawet nie o Tinę Turner. Pod Divą kryje się człowiek, a pod show życie i ludzkie dramaty. Ale paradoksalnie bycie kimś innym pozwala czasem odkryć i zaakceptować siebie. Więc może czasem warto stać się na chwilę Divą?  

Oceń publikację: + 1 + 27 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Namierzanie przez policję z powietrza (przez śmigłowce, drony) na autostradzie kierowców łamiących przepisy jest:






Oddanych głosów: 1067