zamknij

Wiadomości

Ks. Wojciech Lemański pod zwierzchnictwem arcybiskupa łódzkiego Grzegorza Rysia. Co to oznacza? [OPINIA]

2018-07-15, Autor: Tomasz Talaga

Dla jednych skandalista, krnąbrny prowokator i buntownik, dla innych ikona „Kościoła otwartego”, autorytet w kwestiach dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Ksiądz Wojciech Lemański decyzją biskupa diecezji warszawsko-praskiej Romualda Kamińskiego został przeniesiony z dniem 11 lipca, w porozumieniu z arcybiskupem łódzkim Grzegorzem Rysiem, do naszej archidiecezji. Od teraz będzie podlegał zwierzchnictwu ordynariusza łódzkiego i tu będzie pełnił swoje obowiązki.

Przypomnijmy, że ks. Lemański został w 2014 roku ukarany suspensą, czyli zawieszeniem w prawie pełnienia funkcji kapłańskich, przez ówczesnego ordynariusza diecezji warszawsko-praskiej abpa Henryka Hozera. Kara ta została nałożona ze względu na brak posłuszeństwa i krytykę przełożonych oraz wypowiedzi medialne ks. Lemańskiego, które według abpa Hozera siały zamęt w Kościele i były niezgodne z nauczaniem Kościoła. 

Reklama

Nowa sytuacja dla księdza Lemańskiego jest dla niego niewątpliwie wielką szansą. Po pierwsze dlatego, że przywraca go do pełnienia funkcji kapłańskich (jednak w ograniczeniu wyłącznie do archidiecezji łódzkiej), po drugie pozwoli mu realizować jego wieloletnią misję (dialog chrześcijańsko-żydowski), po trzecie wreszcie wprowadza go w dłuższej perspektywie w bezpośredni krąg osób mu życzliwych (abp Grzegorz Ryś). Nie ulega bowiem żadnej wątpliwości, że bez osobistego zaangażowania abpa Grzegorza Rysia projekt ten nie mógłby się udać. Ks. Lemański jest więc największym beneficjentem całego projektu.

Co za to zyskuje archidiecezja? Kapłana o mocno nadwątlonej reputacji w kwestii posłuszeństwa przełożonym, zwłaszcza biskupowi. Problem posłuszeństwa hierarchii kościelnej, od wieków zbudowanej według modelu feudalnego, bynajmniej nie demokratycznego, była i jest kwestią fundamentalną. Jakiekolwiek przejawy nieposłuszeństwa w Kościele, słusznego czy niesłusznego, zazwyczaj spotykały się z ostrą i jednoznaczną reakcją przełożonych. Zdecydowana większość biskupów, w obliczu jawnego buntu i krytyki ze strony swoich podwładnych, zareagowałaby podobnie jak abp Hozer wobec ks. Lemańskiego. 

Ordynariusz łódzki abp Grzegorz Ryś zgadzając się na przygarnięcie do swojej archidiecezji słynnego buntownika kierował się zapewne odruchem chrześcijańskiego miłosierdzia i chęcią dania mu drugiej szansy. To zrozumiałe. Tym bardziej, że sam od wielu lat jest zaangażowany w dialog chrześcijańsko-żydowski, podobnie jak w dialog chrześcijańsko-muzułmański i dialog ekumeniczny wewnątrzchrześcijański. Z księdzem Lemańskim zna się więc doskonale i wie, czego można się po nim spodziewać. Jest też prawdopodobnie jedynym ordynariuszem w Polsce, który odważyłby się na taki krok. Nie jest bowiem tajemnicą, że w wielu opiniach i działaniach abp Ryś wyłamuje się z utartych schematów postępowania innych polskich biskupów, często stając w opozycji do ich poglądów. Ma jednak w Episkopacie dość mocną pozycję, choćby jako członek Rady Stałej Episkopatu. 

Wróćmy jednak do księdza Lemańskiego, któremu zawieszono suspensę. Na czas jego pracy w archidiecezji łódzkiej kapłanowi wyznaczono obowiązki. Jednym z nich będzie służba jako kapelana więziennego w zakładzie karnym na Smutnej. Praca trudna, wymagająca, ale chyba adekwatna do predyspozycji, charakteru i aktualnej sytuacji księdza Lemańskiego. Druga część obowiązków duchownego będzie skoncentrowana wokół spraw dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Tu ocena sytuacji nie jest już tak jednoznaczna. 

O ile trudno polemizować z kompetencjami księdza Lemańskiego, od lat zajmującego się tą problematyką, o tyle sama opinia o nim i sytuacja, w której się znalazł, stawia pod znakiem zapytania mandat do prowadzenia dialogu w imieniu Kościoła. Ksiądz Lemański ma być bowiem reprezentantem Kościoła katolickiego w sytuacji, gdy w tymże Kościele przechodzi proces „drugiej szansy”. Czy nie powinien najpierw udowodnić, że jest godzien zaufania przełożonych, tak mocno nadwerężonego w minionych latach? O wszystkim decyduje biskup, który przejął nad nim zwierzchnictwo, rozumiemy więc, że zaufanie to od obecnego zwierzchnika otrzymał. 

Na księdzu Lemańskim nadal ciąży zakaz udzielania wypowiedzi dla mediów. Oznacza to także, że pełniąc obowiązki w dialogu chrześcijańsko-żydowskim, będzie pracował niejako w ukryciu. Nie wypada więc nawet pytać go o owoce tego dialogu, by nie narażać go na pokusę wypowiedzi medialnych. Podobnie jak w innych sprawach, jak choćby w pytaniach o samopoczucie w naszym lokalnym Kościele. 

Mamy zatem w archidiecezji łódzkiej przykład ojcowskiego miłosierdzia, gdy biskup przygarnia ukaranego kapłana, daje mu drugą szansę i wyznacza odpowiedzialne obowiązki. Jest to, z udziałem tak znanych medialnie postaci duchownych w Polsce, sprawa zupełnie nowa. Swego rodzaju eksperyment, czy też egzamin, który ksiądz Lemański może zdać lub go oblać. Jak się sprawy potoczą, zobaczymy. Mając na względzie przede wszystkim dobro suspensowanego wcześniej kapłana wypada pochwalić odwagę decyzji arcybiskupa Rysia. 

Przywrócenie do kapłańskich obowiązków księdza i otwarcie przed nim drogi do kapłańskiej normalności - bezcenne. Niezależnie od tego, czy kapłan ten dobrze z danej mu szansy skorzysta - to już problem po jego stronie. Tymczasem możemy się zastanowić, czy archidiecezja łódzka nie jest dobrym miejscem także dla innych, zbuntowanych i suspendowanych kapłanów, którzy przy ojcowskim miłosierdziu ordynariusza mogliby odnaleźć się ponownie w Kościele? Czy jest u nas miejsce na przykład dla (byłego) księdza Jacka Międlara, który wprawdzie sam dobrowolnie opuścił rodzime zgromadzenie zakonne, w którym był kapłanem, ale który, podobnie jak ksiądz Lemański, także został ostro skrytykowany przez część biskupów i nałożono na niego kary kościelne z zakazem wypowiadania się w mediach włącznie? Obaj księża - Lemański i Międlar, ostro krytykowali biskupów i przełożonych, ostro piętnowali nadużycia w Kościele, angażowali się w projekty o charakterze politycznym (ks. Lemański uczestniczył w spotkaniach KOD, ks. Międlar był kapelanem narodowców). 

Czyż nie byłby to cud miłosierdzia, gdyby taki (eks) kapłan dostał drugą szansę i objął obowiązki np. duszpasterza trudnej młodzieży w zakładzie poprawczym? Może nawet dostałby funkcje związane z opieką duszpasterską grup narodowców (czyli także trudnej młodzieży)? Czyż nie byłby to przejaw miłosierdzia „Kościoła otwartego”? Może wystarczyłby jeden telefon do zagubionego (eks) kapłana i zdarzyłby się kolejny cud? Taka sytuacja pewnie nie wszystkim by się spodobała, ale przecież decyzje arcybiskupa nie są po to, by się komuś podobały, tylko po to, by przynosiły pożytek Kościołowi. I tego się trzymajmy…

Oceń publikację: + 1 + 81 - 1 - 24

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Namierzanie przez policję z powietrza (przez śmigłowce, drony) na autostradzie kierowców łamiących przepisy jest:






Oddanych głosów: 1106