zamknij

Kultura i rozrywka

Jakie czasy, tacy ludzie – „Tango Łódź” wbija w fotel i odziera ze złudzeń

2018-07-28, Autor: Marzena Tkaczyńska

W ostatni piątek lipca w Teatrze Powszechnym pokazany został spektakl, do którego tekst został napisany specjalnie dla łódzkiej sceny przez Radosława Paczochę. Przedstawienie to pokazuje dzieje Łodzi przemysłowej, aż do jej upadku.

 „Tango Łódź” to jedna z propozycji przygotowanych przez dyrektor Ewę Pilawską dla uczczenia 595. urodzin Łodzi. Przedstawienie wyreżyserował Adam Orzechowski, a jego prapremiera odbyła się w 2016 r. podczas XXII Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. W  plebiscycie publiczności uznane zostało za najlepszy spektakl łódzkiego festiwalu.

Reklama

Słyszałam opinie, w których określano „Tango Łódź” jako ciężkie, ukazujące cienie łódzkiej historii, grane w mrocznej i surowej scenografii, pełne obrazoburczych dialogów.  A gdzie łódzka duma z bogatej przemysłowej historii? Wchodzę na Małą Sceną Teatru Powszechnego z tymi wszystkimi wątpliwościami, obawiając się, jak bardzo to, co za chwilę zobaczę, zgorszy mnie, przestraszy, wykolei mój sposób myślenia o wielkiej przeszłości mojego ukochanego miasta.

Na widowni zasiada też dyrektor Teatru, Ewa Pilawska. To nie przypadek. „Tango Łódź” miało przerwę i właśnie powraca na deski Powszechnego. To ważny moment również dlatego, że wraca w okolicznościach 595. rocznicy nadania Łodzi praw miejskich. A zatem będziemy świętować, a ja jestem pełna obaw, czy Powszechny nie strzela sobie w kolano tak trudnym spektaklem.

Nie utulony w piersi żal,
bo za jedną siną dalą
druga dal...

Scenografia rzeczywiście surowa, prosta i jakby przypadkowa, a aktorzy wyglądają upiornie w mocnej trupiej charakteryzacji. Czy to farsa czy dramat? Gasną światła i słychać prolog trudnej historii, pełen gorzkich spostrzeżeń i prawd o człowieku.

Bohaterowie „spod ciemnej gwiazdy” są w „Tangu Łódź ” przewodnikami po dziejach. Pełni ekspresji i niespożytej energii, źli i wyuzdani, przez dwie godziny szarpią sumieniem, pokazują hipokryzję i chciwość, trwające w człowieku od pierwszego poruszenia krosen. „Tango Łódź” nie bawi się w XIX-wieczne salonowe konwenanse i pokazuje to, co niewygodne i niechciane. Twórcy spektaklu nie boją się burzyć kolejnych stereotypów o wielkoprzemysłowej Łodzi.

Gdyby mnie samą ktoś przed spektaklem zapytał, kto był najważniejszym bohaterem przemian społeczno-przemysłowych w Łodzi w XIX wieku, odpowiedziałabym szybko i wydawać by się mogło, bezbłędnie: wielcy przemysłowcy, ludzie z pasją i kapitałem, którzy przyjechali i zaryzykowali inwestycje w „osadzie sukienniczej”. Wybrali Łódź, dali jej swoje pieniądze. Praca w należących do nich fabrykach była ciężka, ale taka jest cena rozwoju i dobrobytu. Jak to jednak było z tym dobrobytem? Dla kogo był rozwój? A dla kogo uciemiężenie, przemoc, gwałt i pogarda?

Nie nasycony w sercu głód,
bo za jednym nocnym chłodem
drugi chłód...

„Społeczeństwo potrzebuje ludzi bogatych, aby rządzili tymi, co nic nie mają i nic nie potrafią. Dzięki temu mamy harmonię. Każdy dostaje to, co mu się należy. Nie wolno zmieniać porządku rzeczy, bo jest jedyny i nieomylny” – słychać ze sceny. Jak szybko jednak człowiek daje się wtłoczyć w machinę niesprawiedliwości i krzywdy w imię wyższych ideałów? Czy istota słaba może się przeciwko nim zbuntować, żądając jedynie – a może aż – szacunku i godziwych warunków życia?

A zatem bunt? Czy tylko tak mogliśmy walczyć o godność? I kto walczył o nią w Łodzi? A w ogóle ktoś walczył? Oczywiście wiem, że rozwój Łodzi był okupiony ciężką fizyczną pracą i poświęceniem , ale o pewnych niuansach historii zapomniałam, a o innych nikt mi wcześniej nie mówił. To jedno ALE burzy cały spokój. Radosław Paczocha nie chce być subtelny i poprawny politycznie. Chce pokazać drugą, ze wszech miar bolesną stronę medalu.

Nie wytańczony wybrzmi bal,
bo za jedną siną dalą
druga dal!...

„Jakie czasy, tacy ludzie”– kolejna fraza ze sceny, powtarzana kilkakrotnie, mająca pozostać w myślach widza na długo po wyjściu z teatru. Człowiek to istota inteligentna, zdolna do wyciągania wniosków i modyfikacji własnych poczynań. Co z tego? Skoro historia bezceremonialnie demaskuje naszą przewidywalność. Rządzą nami wciąż te same mechanizmy i łatwo nami manipulować. Zmienia się scenografia, a człowiek pozostaje wciąż ten sam. Uciemiężenie, wola zmiany, poprawy życia, bunt, a potem ofiary, coś na „osłodę” trudnych czasów i… powrót do status quo. Oczywiście chcę myśleć inaczej, ale „Tango Łódź” nakazuje tańczyć w inny sposób, odsłaniając smutne fakty znaczone cyframi przełomowych, najtrudniejszych lat.

Nie uleczony uśnie ból,
za pikowym czarnym królem drugi król.

„Wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny” – grzmią wielcy budowniczy Łodzi na przestrzeni 200 lat. Hasło sprawiedliwości społecznej – napawamy się dumą, kiedy je słyszymy, bo łączy starych i młodych, kobiety i mężczyzn, robotnika z fabrykantem, robotnika z I sekretarzem PZPR, pracownika z jego korposzefem. Hasło to oswaja też i usprawiedliwia okrucieństwo jednego człowieka / grupy względem innych. To zaklęcie na każde czasy, dla wyzyskiwanych i okradanych. Człowiek to wszak inteligentna bestia. Poradzi sobie z niezadowoleniem siłą delikatnej perswazji, pozorną empatią i zrozumieniem.

Czy warto było kochać nas?
Może warto, lecz tą kartą
źle grał czas...

No dobrze, ale kto jest winny tym strasznym faktom, o których krzyczy „Tango Łódź” i co mamy zrobić z tą niewygodną prawdą? Czy można świętować urodziny Łodzi po uderzeniu w głowę łomem, którym nie bali się operować twórcy przedstawienia? Ile uderzeń w głowę wytrzymamy? Ja nie mam wątpliwości. Nie boję się, jestem dumna. Oburzysz się drogi łodzianinie, bo niby z czego tu być dumnym, po odarciu prawdy historycznej z miękkiej, różowej kołderki iluzji… A ja jestem dumna z KOBIET, które widzę, słyszę, których ból czuję, przez cały czas trwania spektaklu. Na scenę spadają z hukiem wielkie, żeliwne, fabryczne szafki, a ja widzę kobiecą energię, ambicje, potrzeby i tęsknoty. Widzę również naszą naiwność i wiarę w mężczyzn, w poprawę losu, a czasami zawiść i przekupność.

Czy rewolucja jest kobietą? – zdaje się pytać reżyser. To ważne, by każdy łodzianin sam spróbował znaleźć odpowiedź na tak postawione pytanie. Ale wątpliwości i rozterek po obejrzeniu „Tanga Łódź” jest o wiele więcej. Czy historia mogła potoczyć się inaczej? Kto jest odpowiedzialny za ludzki los? Jak budować solidne konstrukcje na fundamencie przesiąkniętym potem, łzami i krwią?


Wykorzystano fragmenty utworu Seweryna Krajewskiego „Nie spoczniemy”, słowa: Agnieszka Osiecka, kompozytor: Seweryn Krajewski.
 

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Namierzanie przez policję z powietrza (przez śmigłowce, drony) na autostradzie kierowców łamiących przepisy jest:






Oddanych głosów: 1106