zamknij

Kultura i rozrywka

Jak wyglądał Transatlantyk od kuchni? Podsumowanie festiwalowego tygodnia oczami pracownika Multikina

2018-07-24, Autor: Kamila Kolasińska

Prawie trzy kilogramy kawy, kartony mleka opróżniane w zaledwie kilka minut, pomarańcze i grejpfruty nieustannie wyciskane dla bardziej wymagających klientów i nadzwyczajna liczba kawiarenek na stanowisku – to wszystko dla tysięcy uczestników tegorocznego festiwalu Transatlantyk, który miał miejsce w łódzkim Multikinie drugi rok z rzędu.

Festiwal Transatlantyk jest w Łodzi jednym z największych wydarzeń dla miłośników filmu i muzyki. Każdego roku przyciąga do miasta tysiące osób, nie tylko regularnych klientów, którzy chętnie korzystają z festiwalowych atrakcji, ale i osoby znane, które w tym świecie wiele znaczą dzięki swoim wszechstronnym talentom i dokonaniom. Za organizacją tak wielkiej imprezy stoją niewyobrażalne tabuny ludzi, zajmujących się najdrobniejszymi szczegółami i czuwających nad przebiegiem wydarzenia. Gdzieś na boku stoi natomiast zwykły pracownik łódzkiego Multikina, odrobinę skulony pod nadmiarem obowiązków i przytłoczony festiwalem, który na ten jeden tydzień powoduje całkowitą reorganizację (i dezorganizację przy okazji) w funkcjonowaniu kina.

Reklama

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie jestem zwyczajnym pracownikiem. Moje zmiany nie wyglądały tak, że po ośmiu godzinach wracałam do domu na obiad i zapominałam o tym, co się dzieje w międzyczasie w kinie. Pamiętając o tym, jak przebiegał festiwal w zeszłym roku, z wielką przyjemnością zgłosiłam się do pomocy przy obsłudze klienta i często spędzałam w pracy po kilkanaście godzin. Wchłaniałam niesamowity klimat wydarzenia i cieszyłam się, że mogę być częścią tego wielkiego święta, które raz na rok zaszczyca nasze miasto. Dzięki tym długim zmianom miałam możliwość zaobserwować o wiele więcej niż inni pracownicy, choć było to doświadczenie wyczerpujące.

Transatlantyk w Multikinie charakteryzuje się przede wszystkim tym, że na krótki moment podupada popcorn bar, z którego festiwalowi uczestnicy korzystają raczej nieczęsto i niechętnie, a na znaczeniu zyskuje kawiarnia, tłumnie oblegana nie tylko przez klientów, ale i obsługę imprezy. Jest to czas, w którym kawiarenki gromadzą liczne zapasy i szykują stanowisko pracy tak, jakby spodziewały się wielkiego oblężenia. I faktycznie, wszystkie produkty znikają w mgnieniu oka, kolejka wydaje się nie kończyć, młynka do mielenia kawy nawet nie opłaca się wyłączać, a stos naczyń w zlewie rośnie niekontrolowanie. Kawiarenek na stanowisku w niektórych momentach jest nawet trzy: jedna przyjmuje zamówienia, dwie pozostałe starają się nadążyć z ich wykonywaniem. Klienci są przeważnie mili i uprzejmi, choć nie zawsze jesteśmy w stanie spełnić ich oczekiwania: nie mamy mleka bez laktozy ani nawet sojowego, a nasza kawa „niestety” zawiera kofeinę. Na szczęście sytuację ratuje bezglutenowy tort kajmakowo- migdałowy, który w ciągu minionego tygodnia zrobił prawdziwą furorę.

Do pomocy przy wydarzeniu przyjmowani są również wolontariusze, zajmujący się przede wszystkim obsługą klientów Transatlantyku i pilnujący sal, w których odbywają się festiwalowe seanse. Z doświadczenia swojego i wielu innych pracowników Multikina mogę dojść do wniosku, że wielu z nich po prostu nie nadaje się do pomagania przy tak wielkim wydarzeniu – być może wynika to z ich podejścia i nastawienia do pracy, a być może jest to raczej kwestia niewystarczającego przeszkolenia lub nieprzystosowania do tego typu obowiązków. Osobiście nie widziałam, w jaki sposób zajmują się powierzonymi zadaniami, mogę jednak opisać, jak wyglądało obsługiwanie ich na co dzień. Fakt, zdarzały się jednostki bardzo aroganckie i lekceważące, traktujące nas głównie jako punkt z produktami pracowniczymi (do których rościły sobie niepodważalne prawo, bo przecież „mają plakietkę festiwalową, nie widać?”) lub darmową siłę roboczą, która wykona za nich jakieś obowiązki (dziewczyna, której nigdy wcześniej nie widziałam, a która uznała, że grzecznościowe zwroty takie jak „pani” wyszły już dawno z mody: „pokroisz mi cytryny?”). Były to jednak wyjątki, o których najlepiej zapomnieć, zwłaszcza że w obsłudze znalazło się również wiele pozytywnych, zawsze uśmiechniętych osób, które okazywały nam, pracownikom Multikina, szacunek i wdzięczność. Chwała im za to!

Przez to, że spędzałam w pracy tyle czasu, w pewnym momencie poczułam się jak na obozie lub koloniach. Codziennie widywałam te same osoby, musiałam z nimi współpracować i wykonywać różne zadania, rozmawiałam i żartowałam z wolontariuszami oraz gośćmi festiwalowymi, poznawałam ich i dobrze się bawiłam mimo natłoku obowiązków. Szłam spać wykończona i usatysfakcjonowana jednocześnie, i wiedziałam, że chociaż kolejnego dnia moja praca będzie wyglądać prawdopodobnie tak samo, na pewno zdarzy się coś takiego, co zapamiętam na długo. I tak jak to bywa na każdym takim wyjeździe, również tutaj przyszedł czas na pożegnanie – w sobotni poranek obsługa festiwalu posprzątała po sobie i zabrała wszystko, co do niej należało.

Obóz się skończył i czeka nas powrót do szarej codzienności. A tymczasem mam nadzieję, że nasze drogi ponownie splotą się już za rok.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.