zamknij

Sport i rekreacja

FUTSAL: Z nieba do piekła i... z powrotem! Szalony mecz Malwee! [RELACJA]

2018-04-19, Autor: BJ, Przemek Olczak (malwee.pl)

W sobotni wieczór byliśmy świadkami kolejnego widowiska w hali OSiR Angelica. Sympatycy łódzkiej drużyny, którzy zasiedli na trybunach otrzymali pakiet niewiarygodnych emocji.

Do Łodzi przyjechał GSF Gliwice, mający wciąż szanse na zajęcie miejsca dającego baraże o Futsal Ekstraklasę. Trenerem Gliwiczan Błażej Korczyński (selekcjoner Reprezentacji Polski), a w szeregach także Tomasz Lutecki, będacy reprezentantem naszego kraju.

Reklama

Ponadto, drużyna młoda, ambitna, pełna zawodników o wysokich umiejętnościach piłkarskich.

Naprzeciw zaś, prawdopodobnie najdzielniejsza ekipa od morza do Tatr, łódzkie Byki.

Z odnotowaną serią czterech meczów bez przegranej, napędzeni snem o utrzymaniu w lidze na kolejny sezon podopieczni Michała Zawadzkiego wyszli na plac, by po raz kolejny mierzyć się z Goliatem.

Mecz rozpoczął się zgodnie z oczekiwaniami, od huraganowych ataków przyjezdnych. GSF dużo rotował, szybko wymieniając piłkę. Indywidualnie, zawodnicy ze Śląska często uwalniali się spod krycia, co stwarzało problemy defensywie łodzian.

W efekcie, goście wyszli na prowadzenie i trzeba przyznać, że byli zdecydowanie mocniejsza ekipą w początkowej części meczu. Reakcja Malwee była jednak mistrzowska. Świadomi celu, zawodnicy zachowali spokój, układając grę w defensywie oraz rozgrywając piłkę według założeń przedmeczowych. Wyrównanie dał Rafał Pawłowski, wykańczając długą wymianę podań strzałem z ostrego konta.

Drużyna złapała oddech i przystąpiła do szaleńczej walki o końcowy tryumf. GSF wysoko zawiesił poprzeczkę, odpowiadając groźnymi atakami na poczynania Malwee. Po jednej z interwencji, Kamil Kajetaniak długim wyrzutem odnalazł Krystiana Pomykałę, a ten perfekcyjnie strącił piłkę klatką piersiową do nadbiegającego Kamila Wasiaka. Kamilowi nie pozostało nic innego jak trafić do bramki i mieliśmy 2:1.

Widowisko trwało. Obie drużyny zawiązywały składne akcje, którym brakowało jedynie precyzji wykończenia. Dopiero po kilku minutach, na nieszczęście łodzian, drogę do siatki znaleźli przyjezdni. Remis nie urządzał jednak żadnej z drużyn, pewnym zatem było, że wymiana ciosów będzie kontynuowana. Kolejne uderzenie należało GSF-u. Trzeba przyznać, że kolejne minuty to okres słabszej gry gospodarzy, który zakończył się golem na 3:2. Gliwiczanie wykończyli skutecznie jeden ze stałych fragmentów gry. Ewidentnie zabrakło w tej akcji koncentracji.

Na reakcję nie było trzeba jednak długo czekać. Wpierw Krystian Pomykała znalazł się w dogodnej sytuacji i próbował "na raty" pokonać bramkarza gości. Za drugim podejściem piłka zmierzała już do pustej bramki, a na jej drodze stanął Tomasz Lutecki. Zawodnik z Gliwic odbił jednak piłkę ręką i zakończył swój udział w tym spotkaniu.

Kapitan łodzian natomiast wykorzystał rzut karny i po raz kolejny mieliśmy remis. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.

Na początku drugiej odsłony chwilę grozy przeżyli sympatycy łódzkiej drużyny. Świetną akcję próbował wykończyć wślizgiem Pomykała i z impetem uderzył o słupek bramki gości. Nasz kapitan potrzebował kilku minut by dojść do siebie, na szczęście niezawodny Kuba Winerowicz, postawił go z powrotem na nogi. W tym czasie dwukrotnie szczęścia próbował Mateusz Sobczak, bramki jednak nie udało się zdobyć. Następnie to GSF stworzył dwie, trzy groźne akcje, zaś kontry Malwee kończyły się najczęściej niedokładnym podaniem lub niecelnym strzałem.

Celnie uderzył dopiero Mateusz Sobczak, jednak tym razem na posterunku był bramkarz gości. Chwilę później świetną interwencję odnotował Kajetaniak ratując Malwee przed utratą bramki. Wybornej sytuacji nie wykorzystał następnie Pomykała. Kibice, pomimo braku goli w tym okresie, z pewnością nie mogli się nudzić. Gol w końcu jednak padł. Krótko wykonany rzut wolny przez Tomasza Sztabę, strzałem lewą nogą wykończył Rafał Pawłowski i mieliśmy upragnione prowadzenie.

Na 5:3 mógł podwyższyć Pomykała, jednak na linii bramkowej zaasekurował bramkarza jeden z przyjezdnych. Sytuacja ta zemściła się niespełna dwie minuty później. Po bardzo dobrej interwencji, Kajetaniak zaliczył bardzo nierozsądny wypad z piłką i zamiast kontrataku, obejrzeliśmy bramkę wyrównującą po strzale z połowy boiska do pustej bramki. Sytuacja ta nieco podcięła skrzydła podopiecznym Michała Zawadzkiego. Gliwiczanie z kolei poczuli, że stworzyła się szansa na zainkasowanie trzech punktów i chcąc zgarnąć pełną pulę wycofali bramkarza.

Ten wariant gry opłacił się i na trzy minuty przed końcem to goście objęli prowadzenie. Całe piękno futsalu zawarte było w końcówce meczu. Fenomenalny finisz wspaniałego widowiska dopiero miał nadejść. Po straconym golu, Michał Zawadzki poprosił o czas i tym razem to łodzianie skorzystali z gry z "lotnym" bramkarzem. W tego wcielił się Krystian Pomykała i jak na kapitana przystało dał sygnał, że jeszcze nie wszystko stracone. Po podaniu Pawła Szymańczuka umieścił piłkę w siatce strzałem z ostrego kąta.

Szaleństwo zaczęło się na dobre. Gliwiczanie wycofują golkipera i rzucają się do ataku. Malwee kontruje i kończy akcję niecelnym strzałem Wasiaka. Chwilę później Byki pokazały, że to im bardziej zależy na zwycięstwie i nasi zawodnicy zwycięsko wyszli z kluczowego pojedynku w środkowej strefie boiska. Krystian Pomykała zachował spokój dostrzegając lepiej ustawionego Kamila Wasiaka. Ten, zgubił jeszcze obrońcę przyjęciem kierunkowym i oddał idealny strzał przy słupku obok stojącego na linii bramkowej obrońcy. Piłka zatrzepotała w siatce, a na trybunach euforia.

Do końca zostało kilkadziesiąt sekund. GSF nadal próbował gry w przewadze, a czas wydawał się stać w miejscu. Do szczęścia brakowało dziesięć sekund i wówczas kluczowy odbiór odnotował Tomasz Sztaba, który poholował piłkę aż do końcowej syreny.

Udało się!

AZS WSIU Alimentura Malwee Łódź zaliczyło drogę z nieba do piekła i z powrotem. Notując piąty mecz bez przegranej, wobec porażki GKS EkomFutsal Nowiny w Komprachcicach, zawodnicy Malwee mają piłkę meczową po swojej stronie. W najbliższą sobotę zagra o utrzymanie w I Lidze Futsalu.

Tylko zwycięstwo pozwoli osiągnąć ten cel, jednak na tę szansę Łodzianie zapracowali sumiennie. Można nawet powiedzieć, że harowali jak Byki :)

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Hanna Zdanowska może być wybrana na prezydenta Łodzi pomimo prawomocnego wyroku skazującego?






Oddanych głosów: 442