zamknij

Edukacja

Etos, logos i patos. Ksiądz Adam Boniecki na Uniwersytecie Łódzkim

2018-04-15, Autor: Tomasz Talaga

Trzy kluczowe słowa, użyte w tytule, to wyimek z laudacji wygłoszonej podczas uroczystości nadania księdzu Adamowi Bonieckiemu tytułu doctora honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. Laudację wygłosiła prof. Barbara Bogołębska z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Po niej głos zabrał sam uhonorowany. Swoim wykładem jednych zachwycił, innych pewnie rozczarował.

Sama uroczystość, zorganizowana w czwartkowe popołudnie, zgromadziła w auli Wydziału Filologicznego UŁ wielu znakomitych gości, tak miłośników jak i krytycznych recenzentów twórczości dziennikarskiej, publicystycznej czy pisarskiej ks. Bonieckiego. Wykład uhonorowanego kapłana poprzedziła laudacja prof. Bogołębskiej, która wprowadziła zebranych w długą i bogatą historię pracy i twórczości księdza-dziennikarza, nakreśliła jego dynamiczną sylwetkę i pokazała siłę jego słowa na przestrzeni wielu dzięsiątków lat pracy. Laudacja, czyli mowa pochwalna, operowała licznymi komplementami wobec uhonorowanego, nie gubiąc jednak ani na moment rzeczowości, odpowiednich proporcji między pochwałą a uczciwą recenzją, między legendą a faktografią, czy wreszcie między autorytetem a kontrowersją opisywanej postaci. Mowa pochwalna zawierała mnóstwo faktów, odniesień, cytatów i opinii, prowadziła więc przez wybrane elementy życiorysu księdza redaktora niczym wytrawny przewodnik w wąskich uliczkach zabytkowego Krakowa lub też Rzymu. Z tymi miastami, jak wiadomo, ks. Boniecki związany był najmocniej, a prof. Bogołębska z dużym intelektualnym wdziękiem potrafiła fakty te wydobyć. Jak sama zaznaczyła w pierwszej części swego wystąpienia, wskazała na etos, logos i patos, trzy filary dźwigające wyrazisty rys sylwetki nowego honorowego doktora. 

Reklama

Autorka laudacji dała więc zebranym wiele intelektualnej przyjemności i wzbudziła, przynajmniej u mnie, niemały apetyt na więcej. Gdy więc głos zabrał sam uhonorowany, oczekiwałem czegoś szczególnego. Czegoś, co będzie intelektualną wizytówką, znakiem rozpoznawczym tak bardzo wychwalanego wcześniej duchownego. Osoby wybranej przez Senat naszej łódzkiej uczelni i rekomendowanej przez dwa inne uniwersytety. Choć osobiście nie zaliczam się do grona miłośników twórczości ks. Bonieckiego, to jednak z dziennikarskiej ciekawości, humanistycznego wykształcenia, które nauczyło mnie zadawania trudnych pytań oraz szacunku dla redaktora seniora i katolickiego duchownego intelektualisty czekałem na więcej. Czekałem i… niestety, rozczarowałem się.

Być może źródłem mojego rozczarowania była naiwna nadzieja w to, że usłyszę wielkie słowa humanisty, może filozofa, a na pewno błyskotliwego publicysty i chętnie czytanego pisarza. Czekałem na coś, co pozwoli mi docenić kunszt jego słowa, odnaleźć tropy jego myślenia, podążyć za jego logiką. Naiwnie oczekiwałem na jakąś formę oceny współczesności, zmierzenia się ze skomplikowaną rzeczywistością i pokazanie, jak można odczytywać znaki czasu. Być może oczekiwania moje były zbyt wysokie, ale takie, niestety były.

Tymczasem z wykładu ks. Bonieckiego dowiedziałem się o trudnych losach i kłopotach finansowych Tygodnika Powszechnego, polemikach redakcji z przedstawicielami Kościoła, walce o niezależność myśli i niezależność finansową pisma. W dowcipny, ale też często uszczypliwy i sarkastyczny sposób ks. Boniecki przedstawiał historię swojej i redakcyjnej krucjaty o wolność słowa, tłumaczył co oznacza przydomek „katolicki” w podtytule pisma i wyjaśniał dlaczego, wbrew opinii wielu, pismo nadal mieści się w katolickiej ortodoksji. Zupełnie niepasującym do powagi i wzniosłości chwili były wyrażone przez wykładowcę przekonania, jakoby inwestor, potentat medialny wspierający redakcję Tygodnika Powszechnego, robił to absolutnie bezinteresownie. Zupełnie nie rozumiem, czy ks. Boniecki chciał nas przekonać do swojej bezgranicznej naiwności, czy też w zakamuflowanym podtekście chciał przemycić, starym dobrym zwyczajem, jakiś inny ważny komunikat. 

Wielu słuchaczy, zapewne miłośników twórczości księdza redaktora, żywo i entuzjastycznie reagowało na jego śmiałe tezy, błyskotliwy dowcip czy autoironię. Na pewno był to wykład miły dla ucha i umysłu tych wszystkich, którzy czytają księdza regularnie. W moim, zapewne zbyt ambitnym oczekiwaniu, wykład ten powinien zastanawiać, inspirować i pociągać intelektualnie także pozostałych, słuchających i czytających księdza krytycznie. Niestety, było inaczej. 

Oczywiście zachęcam do wysłuchania z uwagą obu wystąpień, tak laudacji, jak i wykładu księdza redaktora. Oba warte są tego, by się z nimi zmierzyć. Moim skromnym zdaniem, o ile w laudacji wybrzmiał etos i wyraźnie  został opisany logos, o tyle w wykładzie uhonorowanego doktora królował patos. I nawet wielka wrodzona skromność nowego doctora honoris causa, tak ceniona i podnoszona u entuzjastów jego twórczości, tego dnia brzmiała nie do końca wiarygodnie.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Historyczny neon ŁÓDŹ FABRYCZNA powinien być:






Oddanych głosów: 493