zamknij

Wiadomości

22 lipca 1973 roku - narodziny legendy. 45 lat wciąż (jeszcze) żywej historii [ZDJĘCIA]

2018-07-22, Autor: Redakcja

Wielu doświadczyło osobiście, nieliczni używają do dziś. Nazywany „kaszlakiem”, „toczydełkiem” i nieśmiertelnym „maluchem”. Kultowy pojazd włoskiego samochodowego giganta wjechał z impetem na kiepskie polskie drogi by przez dekady rozkręcać polską motoryzację.

Choć w bloku komunistycznym miał całkiem sporą konkurencję, to jednak w Polsce stał się symbolem podobnym amerykańskiemu Fordowi z pierwszych dekad XX wieku. Fiat 126p pojawił się na warszawskim Placu Defilad kilka dni po włoskiej premierze. Do końca 1973 roku wyprodukowano w Bielsku-Białej 1500 sztuk rodzącej się legendy. W całym procesie produkcji, zakończonym w 2000 roku, wyprodukowano 3 318 674 egzemplarze kultowego modelu. Ostatni rocznik to już tylko 150 modeli, których seria otrzymała wdzięczną i trochę sentymentalną nazwę… Happy End.

Reklama

Można więc śmiało powiedzieć, że pokolenie 30+ i wszystkie pokolenia starsze doskonale pamiętają to coś, co można nazwać socjologicznym fenomenem. Ludzie latami czekali na swój przydział, towar był przedmiotem stałych spekulacji na czarnym rynku, gdzie osiągał podwójną lub jeszcze wyższą niż oficjalnie cenę, choć oficjalna z Polmozbytu do niskich nie należała - w latach siedemdziesiątych XX w. trzeba było wyłożyć równowartość 30 średnich pensji krajowych. A była to przecież najmniejsza i najtańsza z dostępnych marek samochodowych w Polsce. Wystarczyło jednak stać się szczęśliwym posiadaczem tego prawdziwego cuda na czterech kółkach, by życie nie tylko całej rodziny, ale i otoczenia z sąsiadami włącznie nabrało nowego kolorytu, sensu i perspektyw.

Maluch przetransportował miliony Polaków nie tylko po kraju, ale i całej Europie. Stał się kanwą dla tysięcy dowcipów, niezliczonych już dziś anegdot i historii, kiedy to kreatywni Polacy przemierzali klaustrofobicznym pojazdem przestrzenie Europy: za chlebem, na handel, by wyrwać się z siermiężnej polskiej szarości. Choć nieustannie w naprawie, permanentnie przegrzany, kaszlący, kichający i prychający, śmierdzący rozlanym na silniku olejem, z urwaną linką do rozrusznika, a więc zapalany „na kija” lub z popychu, ciągle poniżany i szykanowany przez konkurencję, dzielnie znosił swój byt i uszczęśliwiał rodaków.

Co ważne, był to samochód rodzinny. Dosłownie i w przenośni. Zarejestrowany do przewozu czterech osób potrafił przy inteligentnym kierowcy przewieźć nie tylko rodziców z dziećmi, ale jeszcze wózek z potężną gondolą, drewniane łóżeczko ze szczebelkami, kilka walizek, skórzanych neseserów, plecaków i wielkich, przepastnych toreb. Jak? Do dziś pozostaje to słodką tajemnicą ówczesnych kierowców. Do dziś kultywuje się o nim pamięć i póki co, przynajmniej sama pamięć ma się całkiem dobrze...

Czytaj: Wspomnień czar, czyli parada maluchów. Do Manufaktury zjechało się prawie 200 fiatów 126p [ZDJĘCIA]

 

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.