zamknij

Sport i rekreacja

SPORTOWY WYWIAD TYGODNIA#14: Rozmowa z Marcinem Broniszewskim, drugim trenerem Widzewa Łódź

2017-08-17, Autor: Bartosz Jankowski

W swoim CV ma pracę m.in. w Zagłębiu Lubin i Wiśle Kraków. Pracy w III lidze nie traktuje jednak jako krok w tył. Wierzy w to, że Widzew to miejsce, gdzie zyska kolejne bezcenne doświadczenie, przy okazji czerpiąc ogromną przyjemność ze zwycięstw zespołu.

O Łodzi, o Widzewie, o pierwszym meczu na stadionie przy al. Piłsudskiego oraz o współpracy z Franciszkiem Smudą porozmawialiśmy z Marcinem Broniszewskim, drugim trenerem RTS Widzewa Łódź.

Reklama

Bartosz Jankowski (TuŁódź.com): Przyjechał Pan do Łodzi kilkanaście dni temu. Czy był już czas chociaż na krótką wycieczkę po mieście?

Marcin Broniszewski (RTS Widzew Łódź): Zrobiłem kilka rundek po Piotrkowskiej. Czas na to znajdowałem zazwyczaj wieczorami, bo moje codzienne obowiązki nie pozwalają na to, aby relaksować się w ciągu dnia. Mamy naprawdę dużo roboty do wykonania, tak więc znaczna część pobytu w Łodzi to praca. Zdarzają się jednak chwile, kiedy można popatrzeć na piękne łódzkie ulice.

Czy można powiedzieć, że Łódź przypadła Panu do gustu?

Jak najbardziej. Ostatni raz byłem tutaj cztery lata temu. Od tego czasu miasto przeszło dużo zmian, dzięki którym jest teraz bardzo ładne.

Miło to słyszeć. Porozmawiajmy teraz o tym, jak Pan w ogóle trafił do Łodzi. Blisko było już pół roku temu. Wtedy jednak nie doszło do podpisania kontraktu.

W moim przypadku temat Widzewa był uzależniony od osoby trenera Smudy. Ta przymiarka, o której Pan wspominał, wynikała właśnie z rekomendacji trenera. Teraz Franciszek Smuda przejął stery. My natomiast pracowaliśmy ze sobą wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat. Ta współpraca dobrze nam się układała, w związku z czym znalazłem się razem z Nim w Widzewie.

Czy nie obawiał się Pan przejścia na czwarty poziom rozgrywkowy w Polsce? Domyślam się, że osoba trenera Smudy była tu bardzo ważna, ale czy pojawiła się w Pana głowie myśl o odmowie współpracy?

Nie było żadnego przymusu. Nikt do nikogo nie jest przyspawany. Przekonał mnie przede wszystkim projekt, który przedstawili nam włodarze klubu. Jest on na tyle interesujący, że warto było podjąć takie wyzwanie. Nie było żadnych wątpliwości.

Jak to zatem wyglądało? Telefon od trenera Smudy i „szybka piłka”?

Dokładnie tak. My zawsze szczerze ze sobą rozmawiamy. Krótkie pytanie, krótka odpowiedź i do boju.

Często się mówi, że piłkarz potrzebuje przynajmniej pół roku po przeprowadzce, aby stać się silnym punktem zespołu. Jak to wygląda w przypadku trenerów i konkretnie Pana osoby?

Nie mam z tym wielkiego problemu. Ja już do tego przywykłem. Trzeba zaakceptować fakt, że pracę ma się w różnych miejscach w kraju. Te pierwsze dni zawsze przebiegają bardzo podobnie. To jest czas na poszukiwanie mieszkania, które spełni oczekiwania, będzie w dobrej lokalizacji…

Jest szansa, żeby sponsor w tym pomógł?

Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ani mówić kto z klubu mi w tym pomoże. Mogę tylko wspomnieć, że mam już na oku kilka miejsc.

Przejdźmy zatem do zespołu, który objął Pan wraz z trenerem Smudą. Czy tę drużynę faktycznie stać na pierwsze miejsce?

Pewnie, że tak. Każdy z zawodników był ściągany do klubu z zamiarem wygrania ligi i wywalczenia awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Widzew po prostu nie może zostać na tym poziomie.

Jakie nastroje panują obecnie w zespole? Pierwsze dni nowego sezonu były bardzo burzliwe.

To zwycięstwa tworzą dobrą atmosferę. Po przegranych meczach jest ten moment zawahania, wątpliwości. Wygrana zawsze pozytywnie nastraja zawodników, trenerów oraz całe środowisko. Oby udało nam się utrzymywać passę zwycięstw jak najdłużej.

Czy jest jakiś zawodnik, który zrobił na Panu największe wrażenie? Albo może najbardziej zaskoczył?

Mam taką zasadę, że nie chcę publicznie oceniać chłopaków. Na to jest miejsce w szatni czy na zamkniętym treningu. Powiem tak: proszę mi wierzyć, że jest w obecnej kadrze kilku bardzo wartościowych zawodników, którzy mogliby sobie poradzić w wyższych ligach.

To może zdradzi Pan jakiś cel transferowy Widzewa? Czy możemy się spodziewać jakichś wzmocnień?

Mamy jeszcze dwa tygodnie okienka transferowego. Ja jednak nie czuję się na siłach, żeby o tym mówić. Od tego jest prezes i wiceprezesi. Ja mam wyznaczone bardzo precyzyjne zadania i chcę się z nich wywiązywać jak najlepiej. Mogę tylko powiedzieć, że ten czas na wzmocnienie zespołu będzie właściwie wykorzystany.

A gdyby Widzew mógł kupić jednego zawodnika, wytypowanego przez Pana… Kto by nim był?

To takie lekkie szaleństwo (śmiech). Oj wielu jest takich piłkarzy, których chciałoby się mieć dzisiaj w zespole. Musimy jednak mieć świadomość tego, że jesteśmy na takim poziomie, na jakim jesteśmy. Nie wszyscy zawodnicy mieliby wystarczająco odwagi, aby grać w III lidze.

Wspomniał Pan o precyzyjnych zadaniach, które Pan wykonuje w klubie. Co w takim razie należy do Pana obowiązków?

Jako drugi trener odpowiadam za przygotowanie treści treningowych, które konsultuję także z pierwszym trenerem. Jeśli jest potrzeba, to prowadzę także treningi indywidualne oraz analizy. Zajmuję się też opiniowaniem zawodników. To są takie standardowe zadania, które składają się na moją pracę.

Nad czym w chwili obecnej będziecie najciężej pracować?

Mikrocykle treningowe są tak skonstruowane, że w tygodniu jest miejsce na wszystkie elementy. Mamy czas na szlifowanie techniki, szybkości, wytrzymałości, siły i taktyki.

Rozpisuje Pan treningi, ale trzeba na nie także dojechać, co pewnie jest dość uciążliwe. Przypomnijmy, że w chwili obecnej Widzew trenuje w Gutowie Małym.

To jest około 30 kilometrów od miasta, dlatego dojazdy nie są zbyt komfortowe. Wszystko ma jednak swoje zalety. W Gutowie jest cisza i spokój. Możemy się tam skupić tylko na pracy. Kilkadziesiąt minut trzeba poświęcić na dojazd, ale takie są realia i musimy się z tym pogodzić. Wiem, że wkrótce ma zostać oddany obiekt na Łodziance. Liczę na to, że niebawem będziemy tam trenować.

Ile czasu spędza Pan w pracy w ciągu dnia?

Powiem tak, nawet podczas wyjścia na wieczorny spacer myślę o tym, co można zrobić lepiej, aby drużyna fajnie funkcjonowała. To jest taka robota, że człowiek jest w niej w zasadzie 24 godziny na dobę.

Muszę zapytać także o odczucia dotyczące stadionu Widzewa. Wygodnie się siedzi na ławce trenerskiej?

(śmiech) Jak najbardziej. To jedno z moich ulubionych miejsc na stadionie. Obiekt naprawdę robi wrażenie. Pamiętam jeszcze ten stary stadion Widzewa. Różnica jest kolosalna. W chwili obecnej zespół gra na stadionie o klasie europejskiej. Do tego dochodzi świetna akustyka. Fantastyczni kibice Widzewa, którzy dopingują swoich ulubieńców przez pełne 90 minut. Po tym meczu, który rozegraliśmy ze Świtem, miałem wrażenie, jakbyśmy byli w Ekstraklasie. To są chwile, których nie da wymazać się z pamięci.

Na tym poziomie rozgrywkowym gra u siebie to jedno, ale mecze wyjazdowe to zupełnie inna historia.

Mamy tego świadomość i będziemy musieli sobie z tym poradzić. Widzew nie może być w III lidze. Zespół musi jak najszybciej awansować, aby wszystkie mecze grać tylko na takich obiektach, jak ten przy al. Piłsudskiego.

Po naszej rozmowie wnioskuję, że nie traktuje Pan przyjścia do Widzewa jako kroku w tył w swojej karierze trenerskiej.

Oczywiście, że nie. Sama praca jest rozwojowa, w przeciwieństwie do siedzenia w domu i marzeniu o I lidze czy Ekstraklasie. Teraz, dzięki obcowaniu z nowym środowiskiem, mogę poszerzać swoją wiedzę. W moim odczuciu Widzew to jak najbardziej krok do przodu.

Na koniec zapytam o cele na najbliższe spotkanie i na cały sezon.

Mój osobisty cel jest dokładnie taki sam, jak cel całego zespołu. Chcemy wygrać najbliższy mecz, a na koniec sezonu cieszyć się z awansu do II ligi.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych meczach.

Dziękuję bardzo.

Oceń publikację: + 1 + 12 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Krzysiek Paczesny 2017-08-17 19:43:15

    dobrze się czyta, tak więc więcej wywiadów :)

    1 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.