zamknij

#TuŁódźTuDerby

Pięć najbardziej pamiętnych derbowych spotkań [SUBIEKTYWNY RANKING]

2017-05-16, Autor: Michał Granosik

Derby Łodzi elektryzują niemal całą Polskę. Atmosfera związana z tym piłkarskim świętem jest magiczna i nieporównywalna z niczym innym. Do tej pory łódzkie drużyny mierzyły się ze sobą w 63. meczach na różnym szczeblu rozgrywek.

Wybraliśmy z nich pięć spotkań, które są godne przypomnienia.  

Reklama

5. I liga 1948 rok, 8. kolejka, 03.06.1948 Widzew Łódź – ŁKS Łódź 2:6

Nasz ranking pojedynków derbowych zaczynamy od spotkania, które przeszło do historii z prostego powodu – był to pierwszy mecz derbowy w historii rozgrywek. Rok 1948 był pierwszym po wojnie w którym powrócił system ligowy na najwyższym szczeblu rozgrywek. W latach 1946 oraz 1947 wyłoniono „nieligowych” mistrzów Polski. Na pierwszy derbowy pojedynek kibice musieli poczekać do ósmej kolejki. Wtedy to trzeciego czerwca siedem tysięcy widzów zgromadzonych na stadionie Widzewa po raz pierwszy przeżywało emocje związane z derbowym spotkaniem. Niestety dla fanów gospodarzy oglądanie tego pojedynku nie było przyjemnością. Już po zaledwie 21 minutach ełkaesiacy prowadzili 3:0. W pierwszej połowie kibice obejrzeli jeszcze dwa gole. Najpierw w 38 minucie spotkania kontaktową bramkę, dającą nadzieje na nawiązanie walki z ŁKS-em strzelili piłkarze Widzewa, zaś 6 minut później Stanisław Baran nie pozostawił żadnych złudzeń, która drużyna jest lepsza, strzelając czwartą bramkę dla ŁKS-u. W drugiej połowie goście byli już nieco bardziej łaskawi dla swojego rywala i strzelili tylko dwie bramki. Hattrickiem popisał się Janeczek, a obydwie bramki dla Widzewa zdobył Fornalczyk. W tamtych czasach drużyną zdecydowanie lepszą był ŁKS. W rewanżowym meczu tamtego samego sezonu ełkaesiacy na własnym stadionie rozbili swoich rywali zza miedzy aż 6:1. Dwa pierwsze derbowe spotkania nie były przyjemnie dla fanów Widzewa. Na domiar złego w tym samym roku widzewiacy spadli z ligi zajmując w niej ostatnie miejsce. Na kolejny derbowy pojedynek łódzcy kibice musieli czekać aż do 1975 roku.

4. I liga 1975 rok, 2. kolejka, 06.08 1975 ŁKS Łódź – Widzew Łódź 1:2

27 lat. Tyle czekali kibice w Łodzi na kolejne derbowe spotkanie. Ponad ćwierć wieku oczekiwań i w końcu stało się. Widzew po latach spędzonych w niższych ligach wywalczył w sezonie 1974/75 awans do najwyższej klasy rozgrywkowej i już w drugiej kolejce mierzył się ze swoim odwiecznym rywalem. Tego dnia na stadionie ŁKS-u zasiadło blisko 30 tysięcy ludzi. Faworytem do zwycięstwa wydawali się być ełkaesiacy. Atut własnego boiska, świadomość tego, że Widzew jest beniaminkiem i będzie raczej walczył o utrzymanie. Wszystko teoretycznie przemawiało za „Rycerzami Wiosny”. Jeśli dodamy do tego fakt, że już w pierwszej minucie spotkania Mszyca dał prowadzenie ŁKS-owi to tym bardziej możemy powiedzieć, iż wszystkie przed meczowe prognozy były w pełni uzasadnione. Korzystny rezultat dla ełkaesiaków utrzymywał się bardzo długo. Dopiero w 73 minucie wyrównującą bramkę dla Widzewa zdobył Błachno. Do końca spotkania pozostawało jeszcze sporo czasu. Kibice gospodarzy zaczęli się mocno niepokoić o wynik, bo mecz zbliżał się wielkimi krokami ku końcowi. Kiedy wydawało się, że po raz pierwszy w derbowym pojedynku padnie remis, stadion w 87 minucie uciszył Błachno, który zdobył swoją drugą bramkę w tym meczu. Po tym ciosie zawodnicy ŁKS-u już się nie podnieśli i musieli przełknąć gorzką gorycz porażki. Widzew odniósł swoje pierwsze derbowe zwycięstwo, pokonując rywala na jego terenie. Nie było w tym nic dziwnego, jak się później okazało był to początek budowania potęgi „wielkiego” Widzewa. Swój pierwszy sezon po powrocie do elity widzewiacy skończyli na bardzo dobrym 5. miejscu. Zawodnicy ŁKS-u z dużymi problemami, ale utrzymali się w lidze zajmując ostatecznie 13. miejsce.

3. I liga 1992 rok, 5. kolejka, 29.08 1992 ŁKS Łódź – Widzew Łódź 3:3

Strzelanina na całego. W 1992 roku w ramach piątej kolejki odbyły się wyjątkowe derby. Obie drużyny zdecydowały się od początku spotkania ruszyć z impetem na rywala. Efekt, już w 4 minucie spotkania ełkaesiacy objęli prowadzenie za sprawą Płuciennika. 60 sekund później mieliśmy już remis. Wszystko za sprawą Iwanickiego, który strzelił bramkę wyrównującą. 120 sekund później było już 1:2. Na prowadzenie widzewiaków wyprowadził Koniarek. 60 sekund później mieliśmy ponownie remis. Gola na 2:2 zdobył Leszczyński. Tak szalonego tempa i tylu emocji po zaledwie 7 minutach gry, nie mógł wymarzyć sobie nawet największy optymista. Po tym zwariowanym początku, piłkarze dali trochę odetchnąć kibicom zgromadzonym na stadionie. Na kolejną bramkę trzeba było poczekać w tym przypadku „aż” do 40 minuty. Wtedy to ponownie na prowadzenie wyszła drużyna Widzewa, za sprawą Cecherza, który umieścił piłkę w siatce. Do końca pierwszej części spotkania wynik nie uległ zmianie. W drugiej części piłkarze już nieco ostudzili swoje strzeleckie zapędy, a kibice byli świadkami tylko jednej bramki. W 70 minucie spotkania swojego drugie gola w tym meczu, zdobył Leszczyński. Mimo, iż pozostawało jeszcze 20 minut gry, żadna z drużyn nie przechyliła szali zwycięstwa na swoją stronę. Remis 3:3 był wynikiem sprawiedliwym, a szalony początek z tego spotkania na długo pozostał w pamięci kibiców.

2. III liga 2016 rok, 12. kolejka, 16.10 2016 ŁKS Łódź – Widzew Łódź 2:2

Ktoś powie, że derby na czwartym poziomie rozgrywkowym nie mają już tej samej wspaniałej atmosfery, co te rozgrywane w ekstraklasie. Pomimo tego, że niestety żyjemy w czasach kiedy łódzki futbol zniknął z piłkarskich salonów i lata kiedy Łódź miała dwóch przedstawicieli walczących o najcenniejsze trofeum w najwyższej klasie rozgrywkowej są już tylko miłym wspomnieniem, to jednak pojedynek derbowy nawet na poziomie III ligi jest tak samo emocjonujący, zachwycający i nieprzewidywalny jak kiedyś. Najlepszym dowodem był ostatni mecz pomiędzy ŁKS-em i Widzewem. Rok temu obie łódzkie ekipy, po czterech latach przerwy ponownie skrzyżowały miecze. Starcie w ramach 12. kolejki III ligi miało wszystko czego potrzeba, aby zadowolić każdego kibica. Wszystko zaczęło się od bramki strzelonej przez Radionova w 25 minucie spotkania. Ełkaesiacy mieli zdecydowaną przewagę i dominowali nad swoimi rywalami. W pierwszej połowie drużyna Widzewa praktycznie nie istniała. Wydawało się, że w drugiej części spotkania, zawodnicy ŁKS-u pójdą za ciosem i dobiją swojego rywala. To co wydarzyło się w drugich 45 minutach spotkania pokazuje dobitnie, iż logika z futbolem nie ma nic wspólnego. Co stało się w szatni ełkaesiaków w przerwie meczu pozostanie tajemnicą. Jedno jest pewne, na drugą połowę derbowego spotkania wyszedł zupełnie inny zespół, który w ciągu13 minut dał sobie wbić dwa gole, po koszmarnych błędach defensywy. Z raju zawodnicy Łódzkiego Klubu Sportowego szybko spadli do piekła. Minuty upływały, a „Rycerze Wiosny” po dwóch ciosach jakie otrzymali od piłkarzy Widzewa, nie mogli się otrząsnąć. Ówczesny trener Marcin Pyrdoł rzucił wszystko na jedną kartę wprowadził na boisko kolejnego napastnika Maksyma Kowala, licząc na to, że w końcu „coś” wpadnie. Piłkarze ŁKS-u rzucili się w ostatnich minutach do szaleńczego ataku. Próbowali wszystkiego, ale dzielnie broniła się drużyna Widzewa. Kiedy wydawało się, że to goście będą przez kolejne pół roku rządzić w Łodzi, na strzał rozpaczy w samej końcówce spotkania zdecydował się Kowal. Piłka szczęśliwe znalazła drogę do bramki, a stadion eksplodował z radości. Rezerwowy napastnik ŁKS-u uratował swoją drużynę na minutę przed końcem spotkania. Pomimo tego, iż był to mecz na trzecioligowym poziomie, to emocji, zwrotów akcji, dramaturgii było więcej, niż na nie jednym spotkaniu ekstraklasy.

1. I liga 1984 rok, 23. kolejka 05.05 1984 ŁKS Łódź – Widzew Łódź 3:3

5 maja 1984 roku. W ramach 23 kolejki piłkarskiej pierwszej ligi na stadionie ŁKS-u rozegrane zostały derby Łodzi. Atmosfera wspaniała, stadion pęka w szwach, na trybunach blisko 30 tysięcy widzów czekających na pierwszy gwizdek arbitra, który miał dać sygnał do wspaniałego widowiska. Przed spotkaniem murowanym faworytem do zwycięstwa była drużyna Widzewa naszpikowana znakomitymi zawodnikami. Młynarczyk, Wójcicki, Wijas, Smolarek, Wraga czy Dziekanowski. Mieli oni zapewnić zwycięstwo Widzewowi w tym prestiżowym spotkaniu i opuszczać w glorii chwały stadion swojego największego rywala zza między. Wszystko rozpoczęło się zgodnie z planem. Najpierw w 17 minucie Smolarek pokonał Robakiewicza, który skapitulował po raz pierwszy w tym meczu. Po 32 minutach bramkarz ŁKS-u musiał ponownie wyjmować piłkę z siatki. Gola na 0:2 strzelił Wraga. W tym momencie chyba najwięksi fani gospodarzy nie wierzyli, iż ich ulubieńcy będą mogli odwrócić losy tego spotkania. Piłka nożna rządzi się jednak swoimi prawami i tym razem było nie inaczej. W 39 minucie Marek Chojnacki strzelił bramkę kontaktową, która zmobilizowała kolegów do coraz śmielszych ataków na defensywę Widzewa. Efektem tego był gol strzelony tuż przed przerwą przez Klimasa dzięki czemu ŁKS doprowadził do wyrównania. Pierwsza połowa dostarczyła tyle emocji, że niejeden kibic zgromadzony na stadionie miał tętno zdecydowanie przekraczające normę. A to dopiero pierwsza część meczu. W drugiej było nieco spokojniej i na kolejną bramkę fani musieli czekać do 79 minuty. Wtedy to rezerwowy Widzewa Gierek strzelił bramkę, wyprowadzając swój zespół ponownie na prowadzenie. Długo na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było czekać. W 82 minucie przed wielką odpowiedzialnością stanął Marek Chojnacki. Legendarny zawodnik ŁKS-u musiał zamienić rzut karny na bramkę. Umiejętności wzięły jednak górę nad emocjami i stadion po raz kolejny oszalał z radości. 3:3 znowu remis, znowu udany pościg gospodarzy. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie, chociaż szarże Dariusza Dziekanowskiego, oraz jego imiennika Marciniaka wprowadzonego w ostatnim kwadransie spotkania powodowały przyśpieszenie tętna wśród kibiców ŁKS-u.

Wielkie derby Łodzi pozostały bez zwycięzcy, jednak główni aktorzy widowiska zasługiwali na owacje na stojąco. Rzadko zdarzają się takie emocje i takie nieprawdopodobne zwroty akcji jak w tym spotkaniu. W dodatku był to mecz derbowy, który zawsze przeżywa się podwójnie. Nastroje wśród kibiców obu drużyn były zgoła inne zwłaszcza jeżeli chodzi o końcowe miejsca swoich ulubieńców w lidze. Widzew na zakończenie sezonu został wicemistrzem Polski ustępując tylko Lechowi Poznań, natomiast ŁKS był trzeci, ale od końca i rzutem na taśmę utrzymał się w pierwszej lidze, dzięki czemu w kolejnym sezonie na kibiców znów czekało wielkie derbowe święto.

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Co sądzisz o nowym arcybiskupie łódzkim?




Oddanych głosów: 214