zamknij

Kultura i rozrywka

"Jak gra się dobrze i ludzie się dobrze bawią to można nawet w piwnicy zagrać". Łódzki zespół Death Denied o nowym albumie i wielu innych sprawach [WYWIAD]

2017-08-09, Autor: Damian Guzek, Milla

Poznali się w akademiku. Inspirują się Black Label Society czy Panterą. Wolą mniejsze grupy fanów, za to bardziej oddanych, potrafiących się bawić, "czujących muzykę". Łódzka grupa Death Denied nagrywa obecnie swoje drugie LP. O muzyce, tematyce tekstów, koncertowaniu i wielu innych rzeczach rozmawialiśmy z Jakubem "Vincentem" Wincencjuszem, Markiem "Kiemzo" Kiemoną i Rafałem "Tasiorem" Powązką. 

Damian: Chłopaki, pierwsze pytanie będzie dotyczyło grania koncertów. 2 lata temu graliście na Summer Dying Loud Festival w Aleksandrowie Łódzkim. Wspominacie jakoś ten koncert ?

Reklama

Kiemzo: Full procesjonalny. Od strony organizacyjnej full profesjonalny koncert. Jeden z lepszych tutaj w naszym regionie.
Vincent: Super obsługa, tak jak Kiemzo stwierdził, bardzo profesjonalne podejście ekipy technicznej, kilka znajomych kapel grało wtedy tam, rozmawiałem z nimi, nikogo nie potraktowano po macoszemu.
Tasior: Duże pozdrowienia i szacunek dla Tomka Barszcza za zajebisty festiwal. Na takich imprezach często jest tak, że kapele które otwierają czy grają dość wcześnie jeśli chodzi o line up, traktuje się mocno po macoszemu, natomiast na SDL traktuje się można powiedzieć wszystkich tak samo. Dobrze tam się grało.
Vincent: W tym roku grają nasi kumple z JD Overdrive i Valkenrag, ja się wybieram na dwa dni, chłopaki na drugi dzień, no i super będzie zobaczyć Sodom, ostatni raz widziałem ich w 2007 roku, właśnie tutaj w Łodzi.

Milla: A jakiś koncert zapadł wam jakoś bardziej w pamięć ? Był bardzo dobry albo bardzo słaby ?

Vincent: Koncert z Thy Disease w Piotrkowie Trybunalskim.
Tasior: Był dość felerny.
Vincent: To jest moje rodzinne miasto. Nieopatrznie przed występem zawitaliśmy do moich rodziców, ojciec wyciągnął baterię wysokoprocentowych napojów, do klubu wtoczyliśmy się już trochę porobieni, sytuację ratował trochę nasz ex gitarzysta Kuba, który zawodowo zajmuje się  sprawami technicznymi i pomógł nam ze sprzętem. Scena była przedłużona takimi dużymi poduszkami, Tasior próbował wyjść do publiczności, nadepnął na tą pufę, ona się poślizgnęła do przodu i Tasior zrobił szpagat (śmiech).
Tasior: To były po prostu błędy młodości. Bo kiedy to było, dość dawno temu ?
Vincent: Tak, kilka lat temu. Lepszy koncert... z lepszym będzie gorzej.
Tasior: Na pewno Summer Dying Loud.
Vincent: Dobrze wspominamy też 2 koncerty w Staszowie. Jest tam ośrodek wypoczynkowy. Ich szef lubi ciężką muzykę. Jeden graliśmy pod chmurką, w takiej jakby altance. Typowy koncert w małej miejscowości- punkowcy, core'owcy, death metalowcy, wszyscy się super bawią pod sceną. Drugi koncert graliśmy z Materią na salce. Ten ośrodek ma taki jakby pub, z zajebistą dekoracją w postaci głowy smoka. Niestety Materia zasłoniła smoka swoim banerem (śmiech). Ale bardzo dobrze nas tam przyjęli.
Kiemzo: I to jest bardzo dobry przykład że w małym obiekcie, w małym gronie, po znajomości też można zrobić zajebistą imprezę. Organizator zna się z władzami obiektu i może bez problemu zorganizować koncert, promocję wydarzenia. Ludzie przychodzą na gig, kupują płyty i koszulki.

Damian: Odnośnie tego co mówiłeś jeszcze jedno pytanie, wolicie grać małe, kameralne koncerty w salach czy pod chmurką, na otwartej przestrzeni, np.: na Summer Dying Loud ?

Kiemzo: Nie wiem czy to ma znaczenie jakiekolwiek. Wszystko zależy od tego jak nas odbierają, jak się czujemy kiedy gramy. Najważniejsze jest żeby koncert dobrze poszedł. Jak wszystko dobrze idzie to nieważne, czy to jest plener czy to jest klub. Jak gra się dobrze i ludzie się dobrze bawią to można nawet w piwnicy zagrać (śmiech). Wszystko zależy od tego, jaki jest odbiór.
Tasior: Mimo wszystko fajniejszy klimat jest raczej w małych salkach i pubach, do takiego grania jesteśmy przyzwyczajeni, to jest takie nasze naturalne środowisko.
Vincent: Osobiście gra mi się lepiej na mniejszych imprezach, z mniejszą ilością kapel, bo wtedy jest mniejsza nerwówka, przy przepinaniu sprzętu i tak dalej. Na któreś imprezie kapela przed nami przedłużyła swój set o 10 minut a my dostaliśmy ochrzan od organizatora czemu nas jeszcze nie ma na scenie.
Kiemzo: To też kwestia organizacji. Summer Dying Loud to duża impreza, a nic złego się tam nie działo.

Milla: Głupio mi zadać to pytanie, bo jest dosyć standardowe. Skąd czerpiecie inspiracje do swojego grania ?

Tasior: Na pewno jest to wypadkowa tego, co każdy z nas słucha prywatnie. My z Vincentem przerobiliśmy kilka kapel w różnych klimatach, stylach i stwierdziliśmy że fajnie by było pograć taką muzę. Jedynym wyznacznikiem jeśli chodzi o muzykę jest to, czy coś nam się podoba. Nie mamy raczej ograniczeń pod względem stylistycznym, wydaje mi się że nawet na naszej pierwszej długogrającej płycie jest dość różnorodnie, dwójka będzie chyba jeszcze bardziej zróżnicowana.
Vincent: Gramy southern metal - taką muzykę, że do wora wrzucone są zespoły od Pantery do, powiedzmy, Corrosion of Conformity, granie które zarówno skrobie o death metal, ale również osadzone w rocku lat 70 i ślizgamy się po całej rozpiętości tego spektrum. Różnorodność, tak jak powiedział Tasior. Myślę że druga płytka skręca nawet trochę bardziej w stronę Pantery, pierwsza była bardziej w stylu C.O.C. Druga to jak mówiłem Pantera, ale też nie całość, tylko parę numerów, reszta to mieszanina Alice in Chains, Black Sabbath, Danziga Metallicy i Judas Priest.'

Damian: Apropo tej nowej płyty, muszę zadać to równie standardowe pytanie. Jak stoicie z robotą i kiedy realnie można się spodziewać premiery ?

Tasior: Myślę, że poczekamy krócej niż na jedynkę. Spotykamy się w przeddzień mojego nagrywania wokali. Wszystkie instrumenty główne są nagrane, zostały nam końcówki solówek, jakieś aranże, goście, których musimy gdzieś nagrać, albo u nas u Heńka albo zobaczymy gdzie, wokale, miks i mastering. Do końca roku chcemy się wyrobić.
Vincent: Jesień, celujemy w jesień.
Tasior: Jest jeszcze trochę rzeczy, które trzeba zrobić wokół tej płyty, że tak powiem. Okładka i takie inne. To już jest zaczęte.
Vincent: To już jest zlecone, wkładką zajmie się ponownie nasz były gitarzysta Kuba, tak jak na poprzedniej płycie zrobi całą książeczkę, natomiast okładką znów zajmie się dla nas Anka Szymborska, która od naszej EP-ki Apetite for booze działa z nami w tym zakresie. W tym momencie te osoby nad tym pracują, wysłaliśmy im nasze zamysły, czekamy na ich wkład twórczy.
Tasior: Raczej to oni będą czekać na nas, niż odwrotnie (śmiech).

Damian: Miało być pytanie o teksty, a więc Vincent, można powiedzieć że takim motywem przewodnim w tekstach na Tranfuse the booze był alkohol. W ujęciu imprezowym jak w Jack, Jim and Johnny, jako kobieta w Lady Liquor, albo tak zwane picie na smutki- Moonshine healing. Czy pisząc teksty na ten album też coś takiego sobie wyznaczyłeś, czy tekstowo będzie większa dowolność niż na jedynce ?

Vincent: Tekst np. do River of Booze powstał we wczesnej wersji jeszcze na studiach. Miałem też taki ciężki okres w życiu, dużo wtedy piłem, i wiadomo piszesz teksty o tym co jest u ciebie aktualne. Raz było wesoło, raz smutno. I tak powstała większość tekstów. Co do tej płyty, na samym początku myśleliśmy żeby kontynuować podobną tematykę, ale stwierdziliśmy że trochę się chyba wypaliliśmy w tym temacie. Muzycznie będą części wspólne z jedynką, tak tekstowo poza chyba dwoma tekstami, które powstały zaraz po wydaniu pierwszego albumu, tematyka jest taka bardziej dojrzała, związana np.: ze śmiercią. Przekroczyliśmy z chłopakami magiczną barierę 30-stki, w tym wieku zaczynasz się zastanawiać nad takimi tematami jak śmiertelność twoich rodziców. Poza tym przez ostatnie 2 lata wielu rockmanów odeszło z tego świata, a byli to ludzie o których myślałeś "wow, ci kolesie są nieśmiertelni !". Jest też jeden tekst o narkotykach, to jeden z tych dwóch które powstały zaraz po wydaniu pierwszego albumu. Jest trochę mitologii, literatury.

Milla: Ostatnie pytanie będzie o tym czym teraz się zajmujecie poza nagrywkami. Gracie jakieś koncerty, czy dopiero po wydaniu płyty będzie trasa promująca ?

Tasior: Jeśli chodzi o koncerty, myślimy nad tym, ale jesteśmy bardzo zanurzeni w nagrywaniu, tak więc konkrety muszą trochę poczekać. Musimy ograć nowe numery i postawić sobie fajnego seta, który się będzie podobał, będzie się składał z numerów starszych i nowych, tych które nam się najbardziej podobają. Myślę, że z koncertami na poważnie zaczniemy pod koniec tego roku, lub na początek przyszłego.
Vincent: Dostaliśmy na jesień jakieś propozycje, ale będziemy nad tym jeszcze myśleć. Musimy też uderzyć do jakieś wytwórni, zobaczyć jaki będzie odzew.
Tasior: Nie do końca jest wyjaśniony temat wydawniczy, jeśli chodzi o nasz materiał. To też nas wstrzymuje z deklaracjami odnośnie premiery i działań związanych z nią.
Kiemzo: To znaczy na pewno wydamy za swoje, inna sprawa kto się pod tym podpisze (śmiech).
Vincent: Udało nam się uniknąć internetowego żebractwa, crowdfoundingu.
Tasior: Vincent jest fanem zjawiska crowdfounding.
Vincent: Nie no, crowdfounding jest spoko, jeżeli jest zrobiony z głową, nie na zasadzie: daj nam 300 złotych na naszą pasję, to dostaniesz nasze zdjęcie w JPG na tapetę. Natomiast spotkałem się z akcjami, że zespół w zamian za dotacje dawał np.: poprzedni album, albo trochę surowego materiału z płyty, na której zbierane są pieniądze. To jestem w stanie zrozumieć.



Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak spędzacie 594. Urodziny Łodzi?




Oddanych głosów: 42