zamknij

Sport i rekreacja

Dramatyczna rzeczywistość Mistrzyń Polski! Czy łodzianki wygrają bitwę z Polskim Związkiem Curlingu? [REPORTAŻ]

2017-05-07, Autor: Bartosz Jankowski

Dokładne zaplanowanie całego sezonu, treningi w różnych miejscach w Europie, udział w turniejach wysokiej rangi, wywalczenie mistrzostwa Polski, nominacja reprezentacyjna na Mistrzostwa Europy, wyjazd na zgrupowanie, nawiązanie współpracy ze szkoleniowcem najwyższej światowej klasy, zakup strojów, sprzętu… i to wszystko za własne pieniądze. Tak właśnie wygląda rzeczywistość drużyny Curling Team Łódź – curlingowego mistrza naszego kraju.

Media nie bez kozery nazywane są „czwartą władzą”. Jako dziennikarz lokalnego portalu, któremu zależy na promowaniu Łodzi i łodzian i łódzkich inicjatyw, postanowiłem przyjrzeć się problemom, z jakimi muszą się zmagać dziewczyny z Curling Team Łódź. Okazało się, że to, o czym się mówi, to jedynie „wierzchołek góry lodowej”. Zapraszam do lektury.

Reklama

Od kilkunastu tygodni śledziłem posty publikowane na oficjalnym profilu Curling Team Łódź. Zespół w składzie: Adela Walczak, Marta Szeliga-Frynia, Zuzanna Rybicka, Maria Stefańska i Barbara Karwat, spisywał się w tym sezonie doskonale. We wszystkich zawodach dziewczyny zajmowały wysokie miejsca, krok po kroku zmierzając do upragnionego Mistrzostwa Polski. W końcu, 9. kwietnia 2017 roku, łodzianki zdobyły tytuł najlepszej drużyny w kraju. Było to zwieńczenie niezwykle udanej kampanii. Pasjonatki curlingu z naszego miasta udowodniły, że bez jakiegokolwiek wsparcia z zewnątrz są w stanie osiągnąć naprawdę wiele.

Radość nie trwała jednak zbyt długo. Moją uwagę przykuł post z dnia 26. kwietnia, w którym znalazły się informacje o potężnych problemach, jakie Polski Związek Curlingu stwarza naszym zawodniczkom, aby te reprezentowały Polskę na zbliżających się Mistrzostwach Europy. Wystosowałem do Klubu wiadomość, z prośbą o komentarz do sprawy. I takowy otrzymałem, zresztą bardzo obszerny. Kilka dni później udało nam się nawet spotkać, aby móc nagłośnić konflikt (bo niestety tak to trzeba nazwać) na linii PZC – Curling Team Łódź.

Zacznijmy jednak od początku…

Przygotowania do sezonu 2016/2017 łodzianki rozpoczęły już na początku ubiegłego roku. Chodziło o to, aby wszystko dokładnie zaplanować, by na koniec zostać najlepszym zespołem w Polsce. Później wyjechały na zgrupowanie do Niemiec, gdzie trenowały pod okiem jednego z czołowych trenerów świata - Kanadyjczyka Daniela Rafaela. W listopadzie, styczniu i marcu wzięły udział w trzech turniejach z prestiżowego cyklu Curling Champions Tour - to seria najbardziej elitarnych turniejów curlingowych w Europie i Azji, gdzie grały m.in. przeciwko medalistkom Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Świata.

Zdecydowało przygotowanie fizyczne

W ostatnich latach zawodniczki Curling Team Łódź postawiły na ćwiczenia, mające na celu poprawić ich siłę i kondycję. Niemal codzienne treningi na siłowni (oczywiście opłacane z własnej kieszeni) okazały się kluczem do sukcesu. W końcu curling, to wbrew pozorom niezwykle wymagający sport. Mecze potrafią trwać blisko 3 godziny, a szczotkowanie wymaga krzepy. Mimo braku w Łodzi toru curlingowego, łodzianki do startu w Mistrzostwach Polski były przygotowane znacznie lepiej, niż inne drużyny.

- To zaprocentowało. W finale do dwóch zwycięstw wygrałyśmy z drużyną AZS Gliwice m.in. dzięki świetnemu przygotowaniu fizycznemu. Przeciwniczki pod koniec meczu były już zdekoncentrowane, osłabione i psuły kluczowe zagrania – powiedziała mi Adela Walczak z Curling Team Łódź.

Plan został wykonany, a cel osiągnięty. Dziewczyny zdobyły upragniony złoty medal wraz z nominacją reprezentacyjną na ME grupy C w Andorze. Wkrótce jednak wszystko zaczęło się komplikować.

Finansowe wsparcie od zawodników dla Związku?!

Finansowanie wyjazdów reprezentacji Polski na Mistrzostwa Europy czy Świata to od wielu lat niewygodny temat nie tylko dla zawodniczek, ale przede wszystkim dla Związku.

- Przez parę lat PZC nie dostawało żadnego dofinansowania od Ministerstwa, była to kara za różne nieprawidłowości. W tym okresie drużyny, które jeździły reprezentować Polskę, robiły to całkowicie za własne pieniądze. Zdarzało się, że PZC kazało zawodnikom nawet płacić sobie haracz! Np. 2000 zł “opłaty administracyjnej” za całkowicie fikcyjne czynności administracyjne, bo przecież wszystkie formalności związane z wyjazdem w rzeczywistości i tak załatwiali sami zainteresowani zawodnicy – czytam w wiadomości od łódzkiego klubu - Nie chcesz płacić haraczu, to jesteś szantażowany, że nie pojedziesz i że wyślą inną drużynę.

W curlingu Mistrzynie Polski jednocześnie reprezentują kraj, jako kadra narodowa. Wyobraźmy sobie zatem, że reprezentanci Polski w piłkę nożną sami opłacają zgrupowania przed Mistrzostwami Europy we Francji w 2016 roku. Albo, że skoczkowie narciarscy są zobowiązani do zapłacenia 2000 zł za udział w Pucharze Świata. Do tego sami muszą zakupić sprzęt oraz sfinansować transport i zakwaterowanie na miejscu na czas imprezy. Sytuacja niewyobrażalna, prawda? A właśnie w takiej rzeczywistości żyją Mistrzynie Polski i reprezentantki naszego kraju.

Upadek polskiego curlingu

W ostatnich latach curling w Polsce znacznie podupadł, wielu zawodników wycofało się z grania, drużyny się porozpadały, ludzie potracili cierpliwość. Nic dziwnego, skoro Polski Związek Curlingu nie potrafi albo po prostu nie chce wesprzeć klubów.

Warto tutaj podkreślić, że PZC to de facto tylko jedna osoba - Andrzej Janowski. Już fakt, iż tak naprawdę nie do końca wiadomo, jaką rolę Pan Janowski pełni w Związku. Kiedyś był dyrektorem sportowym, potem dostał zakaz pełnienia funkcji, więc został przewodniczącym komisji rewizyjnej. Aczkolwiek obecnie, w oficjalnej korespondencji, znów podpisuje się jako dyrektor sportowy.

- Pozostałe stanowiska to „słupy”. Takim słupem jest też prezes Związku, Marek Jóźwik, którego od dekady nikt z curlerów nie widział przy żadnej curlingowej okazji. Zdaje się on być osobą w ogóle nie zainteresowaną, ani niezwiązaną z dyscypliną, poza stanowiskiem – dowiaduję się z rozmowy z przedstawicielkami Klubu.

Nasuwa się od razu pytanie, czemu Związek tak wygląda, czemu nie można tego zmienić, skoro ewidentnie zasiadają we władzach ludzie niekompetentni, nie potrafiący zarządzać sportem i niezainteresowani curlingiem? Otóż kilka lat temu władze Związku wykluczyły ze związku znaczną większość klubów curlingowych, bo groziło im, że w głosowaniu wygra nowy kandydat, który chciał naprawić PZC. Od tego czasu polskie kluby curlingowe nie mogą się dostać do Związku.

- Możliwość zmiany władz PZC to coś, o co znaczna większość środowiska curlerów walczy od wielu lat. Niestety ustawa o związkach sportowych jest tak skonstruowana, że, choć to kuriozalne, nie jesteśmy w stanie nic zrobić i możemy tylko bezczynnie patrzeć, jak niszczona jest nasza dyscyplina. A jeżeli chcemy reprezentować kraj w rozgrywkach europejskich i światowych, na które reprezentację wystawić może tylko PZC, to nie mamy wyjścia i musimy robić wszystko, co nam PZC każe.

W Internecie też próżno szukać pokrzepiających informacji. Zgoda, może i Wikipedia to nie najlepsze źródło, ale takie fakty szokują:
„Jednocześnie od 2010 roku kierowany przez Marka Jóźwika Zarząd PZC jest w konflikcie z większością środowiska curlingowego. Jednym z jego przejawów był bojkot MP w 2011 roku przez około 3/5 drużyn w proteście przeciwko wykluczeniu z PZC 11 klubów przeciwnych obecnym władzom PZC. W ich miejsce do Polskiego Związku Curlingu przyjęto m.in. KS „Karate Kyokushinkai -Kan”. Klub ten został skreślony z listy członków PZC dopiero w 2014 roku decyzją Ministerstwa Sportu. Kierowany przez Marka Jóźwika Zarząd przyjął w jego miejsce Warszawski Klub Karate.”*

12% to za dużo…

Po zdobyciu Mistrzostwa Polski, łodzianki momentalnie wzięły się do pracy, organizując wyjazd do Andory. Na prośbę Andrzeja Janowskiego, już dwa dni po zakończeniu imprezy, dziewczyny przesłały budżet na wyjazd do Polskiego Związku Curlingu, który bazował na danych od WCF (Światowej Federacji Curlingu), organizatora Mistrzostw Europy Grupy C. Dokładnie przygotowany budżet wyniósł 37 000 zł i zakładał zakwaterowanie, przeloty, transfery na/z lotniska, stroje, niezbędny sprzęt (wymienne końcówki do szczotek), wyżywienie, ubezpieczenie dla 5 zawodniczek oraz trenera, a także koszty 3-dniowego zgrupowania treningowego w Bratysławie (najbliższy i najtańszy dobrej jakości lód curlingowy). To naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę, że w grę wchodzi walka o medale dla naszego kraju, a wg moich informacji, PZC otrzymał na ten sezon z Ministerstwa Sportu 300 000 złotych! Budżet skonstruowany przez reprezentantki Polski to zaledwie nieco ponad 12% wspomnianego dofinansowania.

- Kilka dni później przyszła informacja zwrotna - możemy liczyć na najwyżej 12 000 zł, trener i zgrupowanie treningowe nie wchodzą w grę. Uzasadnienie było takie, że szkoleniowiec nie jest integralną częścią zespołu. Trochę zdębiałyśmy, bo to zostawia nas z ogromnymi kosztami które musimy pokryć same. Zaczęłyśmy szukać oszczędności. Najwięcej udało się zyskać na rezygnacji z oficjalnego zakwaterowania na rzecz taniego hoteliku. Ciągle jednak budżet znacznie przekraczał to, co zadeklarował PZC – mówią zawodniczki.

Curlerki musiały wziąć sprawy w swoje ręce. O sytuacji poinformowane zostało Ministerstwo Sportu. W odpowiedzi przyszła informacja, że pieniądze będą - pomiędzy 37 000, a 12 000 złotych (ale raczej w stronę 20 000). Ponadto, związek ma się skontaktować z zawodniczkami w celu omówienia szczegółów. Po stronie Związku jest również zakup biletów lotniczych.

„Nie zdążycie to nie zdążycie, trudno”, czyli zupełny brak szacunku

Spokojnie, spokojnie, najlepsze dopiero przed nami. Otóż PZC (czyli tak naprawdę pan Janowski) wykonał polecenie Ministerstwa Sportu i zakupił bilety lotnicze dla Mistrzyń Polski. W wiadomości otrzymanej 26. kwietnia możemy przeczytać: „Macie zakupione bilety na Ryanair z Modlina wylot w sobotę 6.05 20.35 w Barcelonie o 23.45. Powrót do Modlina niedziela 14.05 wylot 16.55 przylot 20.00”.

To teraz wcielam się w rolę reprezentantki Polski i planuję pierwszy dzień wyjazdu… Przylot o 23:45. To oznacza, że do wejścia na lód w Andorze mam nieco ponad 10 godzin. Ok. Muszę odebrać bagaż (45 minut), dostać się do dostać się do Canillo w Andorze (3 godziny i 15 minut), zameldować się na miejscu noclegu (15 minut), zjeść śniadanie (30 minut), umyć się (1 łazienka na 5 kobiet, więc około 1 godzina), spotkać się z trenerem na omówienie planu treningowego (45 minut), dojść na arenę, zarejestrować się w biurze zawodów (30 minut) przebrać się i rozgrzać (1 godzina). Zostają mi 2,5(!) godziny snu przed najważniejszym wydarzeniem w sezonie, gdzie mam walczyć o złoty lub srebrny medal gwarantujący powrót do rozgrywek grupy B Mistrzostw Europy…

Myślicie, że to jest dziwne? To co powiecie na brak możliwości przejazdu z Barcelony do Andory? Otóż ostatni autobus z Barcelony do Andory odjeżdża o 22:15, a pierwszy rano o 10:00.

- Nie mamy więc szans dotrzeć na czas na zawody. Co Związek na to? “Bądźcie dobrej myśli. Nie zdążycie, to nie zdążycie, trudno” - z nieukrywanym żalem mówią zawodniczki.

Zresztą w podobnym tonie, pan Janowski wypowiedział się dla TVP Łódź, kiedy to poproszony o komentarz do sprawy powiedział, że nic się takiego nie stanie, jeśli zawodniczki nie dotrą na lód o wyznaczonej porze.

Do tego problematyczne są kwestie zakwaterowania (mieszkanie z jedną łazienką bez śniadań), wyżywienia (wysokość diety to 18 euro/dzień przy czym koszt dziennego wyżywienia w Andorze, wyliczony przez WCF to 24 euro) czy strojów (każda zawodniczka musi mieć komplet strojów w jasnym oraz w ciemnym kolorze. Komplet zazwyczaj jest to bluza i kilka koszulek, żeby nie trzeba było ciągle prać. Łodzianki zamówiły komplety składające się z 1 bluzy i 2 koszulek na zawodniczkę, oszczędnie. Ale od PZC dostaną ostatecznie tylko za 1 bluzę i 1 koszulkę).

- Najbardziej palącym problemem jest jednak ten lot, którym lecieć nie możemy, jeżeli chcemy zdążyć na zawody. Teoretycznie powinnyśmy teraz wyjąć własne pieniądze i kupić sobie ten właściwy lot, który pozwoli nam być w Andorze na czas. I “zignorować” loty wykupione przez PZC – czytam dalej w wiadomości od klubu.

Jednak jak się dowiaduję z kolejnych linijek, takie rozwiązanie nie jest możliwe…

- Ale nie możemy! Otóż Polski Związek Curlingu właśnie nam podesłał dokumenty do podpisania. Wynika z nich, że jeżeli nie skorzystamy z jakiegoś opłaconego przez PZC świadczenia, musimy za nie zwrócić pieniądze. Nie podpiszemy - nie jedziemy. Jesteśmy w kropce i nie wiemy co robić. Szczerze, zaczęłyśmy rozważać rezygnację z wymarzonego startu, bo od dwóch tygodni nie możemy odzyskać spokoju umysłu i nic nie zapowiada, żeby przez ten tydzień, który pozostał do mistrzostw miało się coś zmienić. Tym bardziej, że na zażalenie na sytuację dostałyśmy od pana Janowskiego sms z szantażem: "Przykro mi ale to jakieś nieporozumienie. Jeżeli nie możecie jechać to pojedzie inna drużyna i to my o tym decydujemy."

Łódź solą w oku PZC

- Ogólnie odnosimy takie wrażenie, że panu Janowskiemu zależy, abyśmy na tych Mistrzostwach wypadły jak najgorzej – podsumowują zawodniczki Curling Team Łódź. Dlaczego najważniejszej osobie w związku miałoby zależeć, aby reprezentacja Polski nie sprostała oczekiwaniom i nie pokazała się na ME z dobrej strony?

Wytłumaczeń może być kilka, ale chyba najodpowiedniejsze jest to, że po co panu Janowskiemu ma zależeć na sukcesach drużyny z Łodzi, skoro sam jest prezesem klubu CCC Warszawa… Tak, tak! Osoba, która pociąga za sznurki w Polskim Związku Curlingowym ma swój klub, który, jak się dowiaduję, może uczestniczyć w Walnych Zgromadzeniach, na które przedstawiciele wielu innych klubów wstępu nie mają.

Łodzianki się jednak nie poddają: – Gramy o to, żeby spełniać swoje marzenia. My kochamy ten sport. Nie można teraz odpuścić. Staniemy na głowie, aby polecieć do Andory i reprezentować nasz kraj.

Nie można w tym miejscu zapomnieć o świetnej inwestycji, która w Łodzi ruszy na dniach. Mowa o pierwszej w Polsce, profesjonalnej, 4-torowej hali curlingowej! Będzie ona zlokalizowana w Łodzi, jedyne 15 minut drogi od skrzyżowania autostrad A1 i A2, przy ulicy Śnieżnej (w sąsiedztwie centrum handlowego M1 – Łódź). Fakt, to naprawdę dobre informacje. Aczkolwiek Związek inwestycji nie wspiera, a raczej ją utrudnia.

Przykład? Proszę bardzo. Zupełny brak pomocy przy ubieganiu się o dofinansowanie. Każdy wniosek musi zawierać pieczątkę Polskiego Związku danej dyscypliny – w tym przypadku PZC. Nie od dziś wiadomo, że w Polsce nie ma choćby jednego profesjonalnego obiektu, gdzie na co dzień można uprawiać curling. Pan Janowski stwierdził jednak, że to żaden problem, opisując w poszczególnych rubrykach wniosku priorytet inwestycji i zapotrzebowanie na taką halę wcale nie jako najwyższe. Przez takie zachowanie, próby ubiegania się o dofinansowania są praktycznie skazane na niepowodzenie. Wniosek został złożony, termin odpowiedzi upłynął kilka tygodni temu… Odpowiedzi z Ministerstwa jak nie było, tak nie ma.

- Panu Janowskiemu już dziękujemy. Gorzej polski curling nie może wyglądać. Zależy nam na tym, aby to osoby, którym zależy na tym sporcie, zasiadały w PZC – mówią zawodniczki na zakończenie naszego spotkania.

Po publikacji tego materiału pozostanie mi już jedynie trzymać kciuki za występ naszych reprezentantek na Mistrzostwach Europy. Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które zechcą wesprzeć Curling Team Łódź, co na pewno zwiększy szansę na wygranie nierównej i niezwykle trudnej bitwy z Polskim Związkiem Curlingu.

 

*źródło
foto: Curling Team Lodz / Curling Lodz

Oceń publikację: + 1 + 61 - 1 - 6

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.